Poeta to Atlantyk i lew w jednym. Gdy ten pierwszy nas pochłania, drugi nas pożera.
Jeśli ujdziemy kłom, nie ujdziemy falom.
Człowiek, który potrafi druzgotać iluzje, jest zarazem bestią i powodzią. - Virginia Woolf


08.01.2018

DZIENNIK JAWNOGRZESZNICY 59


czyli jak sobie zrobić dobrze rozdrapując rany

Mamy nowy rok, a ja zaczęłam pisać dziennik. Nie taki jak ten, od przypadku do przypadku, tudzież przy chwili wolnego czasu, ale taki codzienny, pisany piórem na papierze.
Zawsze zazdrościłam pisarzom tej umiejętności prowadzenia narracji dłuższej, niż kilka wersów, tej wyobraźni, która pozwala im tworzyć nowe światy, bądź przetworzyć ten już zastany, na swój własny sposób. Pisanie dziennika ma niewątpliwie tę dobrą stronę, że, by poczuć się lepiej, nie trzeba z nikim rozmawiać, nie trzeba zwierzać się nikomu i okazywać w ten sposób własnej słabości. Można tę słabość zostawić dla siebie, ukryć przed czujnym okiem tych, którzy de facto tylko czekają, by zrobić z niej użytek, albo chociażby poczuć się lepiej, bo - jak wiadomo - nic tak nie poprawia samopoczucia, jak świadomość, że ktoś ma gorzej.
Pisanie dziennika jest też frajdą, ponieważ nie trzeba zastanawiać się nad każdym zdaniem, można pozwolić sobie na strumień myśli, na kompulsywne przelewanie wszystkiego prosto " z głowy", nie bez powodu mówi się, że papier jest cierpliwy. Pisanie dziennika wreszcie, trochę "zastępuje" brak wierszy, człowiek może się łudzić, bo jednak coś pisze, bo jednak szare komórki nadal pracują na rzecz czegoś jeszcze, prócz korpowytycznych i można posługiwać się językiem ludzi cywilizowanych, a nie korposlangiem. Nawet jeśli po lekturze poczynionych wcześniej zapisków jest się odrobinę przerażonym, że czasem styl pensjonarski, że fragmenty pretensjonalne, a filozofia czasem rodem z Coelho, to ma się przynajmniej świadomość, że nikt inny tego nie widzi.
Pisanie dziennika, to komfort bycia nie ocenianym. Nie ma not za styl i treść, można lecieć jak daleko się chce i w sposób, w jaki się chce.
Niedawno rozmawiałam ze znajomym, który pisze dziennik od wielu lat i należy do tej szkoły, według której nie czyta się tego, co się wcześniej zapisało. Jako, że prowadzę dziennik od niecałego miesiąca, to, nawet gdybym chciała, nie bardzo mam jeszcze co czytać, natomiast sądzę, że jednak za czas jakiś wrócę do tego, co napisałam wcześniej. Może rozdrapię jakieś stare rany, może się uśmieję z napisanych przez siebie głupot - nieistotne.
Najistotniejsze jest to, że na chwilę obecną to działa.
Dobrego 2018 wam życzę.



08.12.2017

feministyczna ballada świąteczna



kiedy z nieba puch srebrzysty
i dzwoneczków dźwięk najczystszy,
drzewka, światła, renifery,
to ze swojej garsoniery
wykrada się po kryjomu
krwawa Merry, Christmas z domu.

wciąż panieńskie ma nazwisko
chociaż raz już było blisko,
gdy z pierścionkiem wypierdolił
Santa Claus od Coca - Coli,
co to chciał - jak chyżą wdówkę -
wyrwać ją na ciężarówkę.

Merry to jest twarda sztuka,
nie blachara - ale suka,
sprytnie czai się za rogiem,
bo gdy jedni pójdą z Bogiem,
a tych drugich porwie licho
to do akcji wkracza cicho.

osprzęt ma najwyższej klasy,
survivalu rarytasy:
siekierka ostra jak chili
(drwal z Norwegii się pochyli),
nóż, i warto się pochwalić
rożen cny, z nierdzewnej stali.

szast, prast i choinki ni ma,
stosik płonie, ogień trzyma,
a na rożnie pomalutku
renifera tłuste udko
skwierczy no i cudnie pachnie.
zanim wege się tu żachnie

to wyjaśniam - reszta stwora
rozłoży się do wieczora.
flaszka w zaspie - czysty lód,
kęs porządny i salut!
gwiazdy swój rzucają blask,
kiedy Merry tak mlask, mlask.

trzeba sobie w życiu radzić,
twarde dupsko nie zawadzi,
gdy ze strachu przed kopytem
nie chcesz wyjść za celebrytę,
gdy pozwolisz, z każdej strony
rozdziobią cię kruki, wrony.

chociaż trudną jest singielką
Merry ma wrażliwość wielką
czasem wiersze też pisuje,
śpiewa kiedy się napruje,
wtedy kocha wszystkich wokół
w końcu święta są raz w roku.



05.12.2017

Wyniki V Turnieju Jednego Wiersza im. Barbary Dziekańskiej






Za bardzo wysoki poziom artystyczny i literacki, osobną i własną dykcję, poetycką dojrzałość i dążenie do poszukiwania indywidualnego języka oraz środków wyrazu, świadomość poetycką oraz elastyczność formy jaką jest wiersz, jury w składzie
Tomasz Pietrzak (przewodniczący), Magdalena Gałkowska i Jacek Dudek
postanowiło przyznać następujące nagrody podczas V Turnieju Jednego Wiersza:

I miejsce : Marek Paliński
II miejsce: Katarzyna Zwolska-Płusa
III miejsce: Agnieszka Straszak
a także wyróżnienia dla: Romy Jegor, Zofii Lesiewicz, Grzegorza Kielara.

Jednocześnie Jury informuje, że przy przyznawaniu I miejsca dokonało niewielkiego odstępstwa od regulaminu, nagradzając wiersz mający więcej niż 50 wersów. Decydujący był tutaj wysoki poziom literacki przedstawionego tekstu. Przy tej decyzji Jury kierowało się art. 11 Regulaminu Turnieju Jednego Wiersza im. Barbary Dziekańskiej.

‼️ Wiersze laureatów możecie od dziś przeczytać na naszej stronie internetowej. http://portpoetycki.pl/wyniki-v-edycji-otwartego-turnieju-jednego-wiersza-im-barbary-dziekanskiej/

02.12.2017

przemeblowanie


spacer po Jeżycach, liczymy Żabki
zdziwieni tak zwyczajnie, w dzień,
bo przed snem już tylko oddechy
prowadzące od podnóża do szczytu

powoli, tak jak lubisz, a ja nie mam
nic przeciwko. czasem tylko myślę,
że w tym wieku może powinniśmy być
bardziej przyzwoici? pytasz po co,

na to nie mam odpowiedzi ani czasu,
więc w czterdziestym trzecim roku życia
siedzę w bluzie mojego chłopaka,
piszę o tym, że są dni, w których

ścieżki nam się rozbiegają, gdy ograniczeni
do niewielkiej ilości możliwych trafień
uczymy się robić miejsce tam,
gdzie go wcześniej nie było.


27.11.2017

i jeszcze trochę autoreklamy




W końcu od czego ma się własnego bloga?
Zapraszam do Chorzowa. do Sztygarki, w niedzielę 3 grudnia 2017 godz. 17:00.



24.11.2017

gra


Dorocie i wszystkim kobietom

gdy dzień nagłym słońcem oszukał późną jesień,
a wieczór nagle sparaliżował twarze -
cichniemy. nic więcej nie zostaje,
bo ktoś wcześniej ukradł potrzebne słowa,

umieścił je w swoich wierszach. tam tkwimy,
tak banalne,jak ryby wyrzucone na brzeg,
metafory wszystkich nieznośnych prób nazwania
po imieniu. tylko ono udowadnia,

że jeszcze jesteśmy. w stanie, upartym trwaniu
przy swoim. jakby cokolwiek było nasze, jakby
można było móc, gdy bezlitosny świt wypycha
niechciane dzieci - uchodzą z powietrzem.

przyjdzie czas, gdy z naszych drobnych dłoni
wyjedzą najmniejsze okruszki i poproszą
o więcej. szron na drzewach, ciebie, mnie,
coś, co mogliby porównać z miłością.



23.11.2017

i jeszcze raz Lowell





listopad


pleśń uparcie przebija się w załamaniu
przy podłodze, lepka w dotyku jak krew
z otwartej rany. możesz wytrzeć,
ale znów nabiegnie i przesiąknie

przez zmęczone ciało ścian. szarzeję,
ukryta za krostkami, z gęsią skórką
pod grubym swetrem. jeszcze jedna
zakładniczka nocy, dokładnie taka

jak wszystkie inne nie gaszę światła,
złudzenia, że do czegoś wracam. ciągle
nie wiedząc, czy ten ołów z nieba
to już smog, czy jeszcze tylko chmura.