Poeta to Atlantyk i lew w jednym. Gdy ten pierwszy nas pochłania, drugi nas pożera.
Jeśli ujdziemy kłom, nie ujdziemy falom.
Człowiek, który potrafi druzgotać iluzje, jest zarazem bestią i powodzią. - Virginia Woolf


21.07.2017

matka smoków


Dorocie

kiedyś bała się pająków, a dziś spokojnie
obserwuje jednego z nich, na łączeniu
ściany i sufitu. mógł się wprowadzić
gdziekolwiek, ale wybrał to miejsce

i snuje swoją historię, czyha nieświadomy,
że ilekroć rozciągała sieci - nikt nie wpadał.
omijane rwały się same i rwały ją
na niezauważalne skrawki. mikroubytki

w sercu, delikatna arytmia, gdy migocą
przedsionki i niepotrzebny lęk. czeka
na światło, w nim wszystko staje się
na nowo. znów może być niezwyciężoną

matką smoków, bo czy cienkie, drżące nogi
mogą się równać z szumem skrzydeł? siać
wiatr, a potem zbierać burzę, patrzeć
jak wszystkie nitki ulatują w przestrzeń.



18.07.2017

bestia i powódź



And I'm only here 
To bring you free love 

                           Depeche Mode

od niedawna śni, a potem wizualizuje,
bo to takie modne, takie na czasie,
a na nim polega i wyświetla zaległe
iluzje na przeciwległej ścianie,

boku szafy, na czym się da i może
tak bez końca, we wszystkich pozycjach,
w stereo i bez fonii. wreszcie jest
i ma to ciało, z którym nie wie co

począć. gdzie przebiega granica i jak
odróżnić w tym siebie? wychodzi, łamie
i wraca w to samo miejsce, bo zawsze tu
była. czekała nucąc try walking in my shoes.




17.07.2017

trzy wiersze na lipiec


TOMASZ PUŁKA (1988-2012)

Lethal Weapon 

To będzie to modne. Ty se lepiej wyobraź,
jak to po to iść, jak to później poprawiać.
Nic z tego nie wynika, a jeszcze się kręci
po kuchni i próbuje obrać cebulę. Jak to,
co oddziela białość na czarności, w którą
właśnie stuka, podpierając wodę łykiem.
Łyko znajduje się w roślinie. Błędy umacniają
wartość aforyzmu. Nigdy by nikogo na serio nie
skrzywdził. Nie potrzebuje sposobności by 
uśmierzyć byt. Drałuje podpatrując konia.


Hipertłustość

   pamięci Anny German

Zmiennik instrumentu wyłapał procę
w locie i podrzucił ja ponownie by
upadła na trawę. Dzieci turlają się
jak wałeczki żelek - mimowolnie następuje
dziura wodująca kryptonim:
wiezie wzwód murzynki pod nocnikiem
rozpostarty zimnością rodu. Rynną
narkotyku. Nie warto w to wierzyć,
powtarzają woźne. Kto słuchał woźnych,
co wiozą snopki przypraw uprzednio
wybrawszy sobie lafiryndę? Nie chcę
stracić ani słowa, ani okruszynki


Queen

"Dojrzeć swobodnie" - to niepodobna,
wewnętrzna sprzeczność ze stanem 
rzeczy (przy pierzu babki tłomaczą
dziewczynom, że "nie nasz czas"
wypełnia tkaninę). Kaleczysz, chłopczyku.
Kogo "świat wyklucza", ten kluczy
po poznaniu jak po księdze zgonów.



z tomu "Cennik" WBPiCAK Poznań 2012


16.07.2017

Julia Hartwig 1921 - 2017


Pierwszy stopień szaleństwa

Rzucić to wszystko, schłopieć, 
otoczyć się lasem, czerpać wodę z jeziora, 
odejść od tysiąca zużytych słów, 
przez które sens wylatuje jak przez dziurawe rzeszoto, 
wyszukać miejsce dziewicze o urzekających porankach, 
zamknąć się w białej celi, odnaleźć siebie 
albo zgubić siebie skazując się być może 
na godziny obezwładniającej klasztornej acedii. 
Tożsamość? Kpij sobie z tego. 
Patrząc wstecz, wspominając swoje przeświadczenia i przypadki, 
powiedz sam - jak tu można mówić o tożsamości. 


14.07.2017

take on me


A pure feeling
I'm scared to control it

                          Florence And The Machine


w lustrze wciąż jeszcze nie dostrzega
siebie. ta postać tylko wiernie odtwarza
jej ruchy, ma identyczny wyraz twarzy
i patrzy tak, jakby istniała jakaś dal,

nieodkryte przejście w kolejny matrix.
odbicie mężczyzny za plecami, dłonie,
które pokazują drogę trzymają mocno
i już nie ma szans zabłądzić. wzbić się

w ołówkowe niebo jak starannie złożony
papierowy samolot - dzieło nie do końca
pewnych rąk - i krążyć i zależeć jedynie
od równie niepewnych prognoz. na przyszłość

pamięta, że można wzburzyć każdą, pozornie
nieruchomą powierzchnię, być pierwszą,
która rzuci kamień, podniesie nad poziom
morza, a potem spokojnie wypije falę.



nowy INTER






POEZJA

Magdalena Gałkowska – Friedhof der Namenlosen
Marcin Ostrychacz – 2 wiersze
Marcin Pierzchliński – 3 wiersze


KSIĄŻKI Z ANTYKWARIATU

Rafał Różewicz – Taka lepsza wersja „Na Zachodzie bez zmian” (Józef Wittlin, „Sól ziemi”)


PROZA

Malina Barcikowska – Mima [fragmenty]


ROZMOWA

Poezja i festiwale. Z Grzegorzem Giedrysem rozmawia Anna Dwojnych


PRZEKŁADY

April Ossmann – 4 wiersze


KRYTYKA


Rafał Różewicz – Daniel Madej made my day (O „Małej epoce”)
Klaudia Muca – Wyzwanie ciała. „Costello. Przebudzenie” Liliany Hermetz
Anna Maślanka – Praga, pornografia i literackie gry. O „Młynie do mumii” Petra Stančíka
Aleksandra Szwagrzyk-Dalasińska – Dzieci w Polskę. Tomasz Stochmal, „Mataszkowie i mazurska przygoda”


SZTUKA

Patrycja Wachlik – Spacjalizm po polsku
Magda Górska, Olga Grybowicz – Sztuka – kolekcjoner – odbiorca. O wystawie „Tu jesteśmy. Wybrane prace polskiej sztuki po 1945 roku z kolekcji Krzysztofa Musiała”


STREFA DEBIUTU

Anita Katarzyna Wiśniewska – wiersz
Katarzyna Ślączka – wiersz


PRZEGLĄD LITERACKI KAROLA MALISZEWSKIEGO
Sami faceci


https://pismointer.wordpress.com/aktualny-numer/


10.07.2017

źródło


Kiedy spoglądasz w otchłań 
ona również patrzy na ciebie.

                                     Nietzsche


mógł przejść przez nią na wylot,
krótkim cięciem, jakby torował
drogę w gąszczu. zostawić fragment
ostrza, niech uwiera pod skórą

jak kawałek żwiru, owad wczepiony
w ciało. niech nie daje zapomnieć
słodkiego odurzenia po bezsennych
nocach gdy oddzielona od siebie,

cieniolubna, jest równikowym lasem
pełnym nagich pni. wilgotnym mchem
w najniższych partiach, lecz szumi,
wciąż szumi bez końca. bez końca.


06.07.2017

erzac



nikt nie pisał dla niej o miłości. utknęła
pomiędzy lateksem i kajdankami - banalna
gra w wypędzanie demonów, w kto szybciej
i celniej trafi we właściwe miejsce. ból

jak sine qua non, kram z zabawkami. ponury
sztukmistrz, co znika nad ranem, nie budząc
żadnych uczuć. nie komplikujmy tego, co jest
proste? o czym nie można mówić, o tym trzeba

milczeć. za wszelką cenę zatrzeć, zetrzeć,
poprzecinać sznurki i zakopać w niepoświęconej
ziemi. czasem to nie wystarcza, więc wypluwa
lawę, połamane wersy lub ckliwe piosenki.

nikt nie pisał dla niej o miłości i nikt,
poza nim, nie domyślił się, że może.


02.07.2017

Der Blaue Engel



"Przez całą noc trzymałem cię za rękę,
jak gdybyś czwarty raz z rzędu
zobaczyła przed sobą królestwo obłędu —
jego mordercze oczy i banalne słowa —"

                                                Robert Lowell


kiedyś chciała być femme fatale,
zniszczyć dla samego aktu, faktu,
nie wylewać łez, za kołnierz, swoją
i jego wolność. kłamliwe słowo,

bo jest tylko uzależnienie, w chwilach
kiedy kocha się sama ze sobą, rozumie
to aż za dobrze. nie przekona jej
żadna madonna z dzieckiem na ręku,

powtarzająca litanię do najświętszego
ciała. wolność - namiętny taniec
w strugach, na ostrzu. kiedyś chciała
brać, dzisiaj wystarczy, że czuje.

fot. Rafał Babczyński


















30.06.2017

beneficjentki niczego


I do not fear anything that's not me
Ignorance is the ultimate key

                              Mind.In.A.Box - Change


zobaczył światło, więc przyszedł,
dopóki jeszcze mają ciała warte
pokonania kilku schodów,  wierzą
w new age i wiersze o bólu. dopóki

biorą wszystko za dobry obol i leżą
czekając na obiecanki - macanki. zanim
wkurw je obejmie jak czuły kochanek,
przejrzą poranną prasę i dostrzegą

zero podmiotów - same orzeczenia.
nie myśl, a jeśli musisz, to
się z tym nie zdradzaj. nie mów,
a jeśli musisz, to byle nie głośno.

nie pisz, a jeśli musisz, to byle
nie lepiej. kup bieliznę i bilet,
nie zdradzaj numeru, bo gdy zobaczy
światło - zawsze przyjdzie.