Poeta to Atlantyk i lew w jednym. Gdy ten pierwszy nas pochłania, drugi nas pożera.
Jeśli ujdziemy kłom, nie ujdziemy falom.
Człowiek, który potrafi druzgotać iluzje, jest zarazem bestią i powodzią. - Virginia Woolf


31.12.2011

eksperyment

jest jak w laboratorium. światło
pada punktowo, brniemy przez kolejne
warstwy: błona, ściana, protoplazma
po to, by znaleźć jądro, przekonać się,

że istnieje. w okularze mikroskopu
odbity świat powiększony do granic
możliwości jest zbyt wiele, niewiadomych
nie do rozwiązania. wokół ciemność,

w której czai się wszystko, czego nie chcemy
wiedzieć. uwierzyć - to dotknąć, otrzeć się
i osypać jak resztki preparatu. dzisiaj
lustro niczego nie odbije. pewność

istnieje poza wzrokiem.

MG

28.12.2011

monopol

I'm your dream, make you real
I'm your eyes when you must steal
I'm your pain when you can't feel
Sad but true

                                      Metallica


ta, która wie
przyjdzie i zarzuci kłamstwo,
zaciśnie jak "gryzący" szal w w trosce o utrzymanie
ciepła. zawsze przygotowana, z naręczem nowej
włóczki na kolejne robótki. wystarczy

lekka zima, temperatura na plusie,
a chłód wyczuwa się gdzieś pod skórą
jak puls, więc trzeba się wsłuchać, przytrzymać
zanim obcy zastosują metodę usta - usta.

MG

ZAPROSZENIE



Zapraszam do Krakowa na ul. Św. Tomasza 35 w dniu 27 stycznia 2012r
o godzinie. 19.00.

Prowadzenie: Ewa Włodarska - Lorek i Marta Półtorak

MAREK KONECKI - Z wykształcenia fizykochemik, nauczyciel akademicki w Szkole Głównej Służby Pożarniczej. Inne pasje to góry i rysowanie. Członek założyciel Stowarzyszenia Polskich Artystów Karykatury w 1987 r. Pole zainteresowań to głównie grafika prasowa, rysunek humorystyczny i satyryczny, ilustracja książkowa. Szczególne miejsce w jego twórczości zajmuje tematyka górska i tatrzańska.
Więcej na: http://mkonecki.art.pl/

Mnie znacie.

Jednego można być pewnym, będzie trochę straszno, a trochę śmieszno :)

SŁAWOMIR PŁATEK o "Fabryce tanich butów"


Można już poczytać recenzję mojej książki napisaną przez Sławka Płatka.
Dodam tylko, że zdobył za nią II Nagrodę w Ogólnopolskim Konkursie Krytycznoliterackim na tegorocznym festiwalu PULS LITERATURY w Łodzi.

Fragment:

"Ciało jest traktowane jako przykład, unaocznienie, pretekst do ukazania czegoś luźno z nim związanego. Ciało jest w ogóle raczej pretekstem do życia. Jest to perspektywa podobna do tej, która czyni planetę Ziemię przedmiotem niezbędnym do leżenia i opalania się. Bez przesady - po co cała ta astronomia i geologia?
wtedy łatwiej
utrzymać szklankę z wodą. czuję, jak płynie
do formy, w której zamarza lód
(warszawa)"

Więcej na:

http://salonliteracki.pl/portal/publicystyka/22-recenzje/331-bonus-recenzja-tomiku-magdaleny-galkowskiej-fabryka-tanich-butow

Zapraszam.

19.12.2011

w promocji

chłopcze znikąd, projekcjo natrętnych myśli.
nienawidzę prasować, bo to, co wygładzone
nie przystaje do chaosu,: prujących się nitek

i naderwanych guzików. tego nie dopniemy,
nie weźmiemy miary, niech się dzieje co ma
dziać się w przymierzalniach. idą święta

i okazje. dobre marki dużo taniej plus gratis,
a może lepiej bony? w wybranych miejscach
dostaniesz za darmo to, za co musiałbyś słono

zapłacić. chłopcze znikąd, twoje wiadomości
stawiają na nogi, jak poranna kawa, jak klin
klinem i świat światem. czym się strułeś

tym się lecz.

MG

15.12.2011

DOROTA RYST - Punkty Przecięcia



W "Serii Wydawniczej Salonu Literackiego" ukazała się nowa książka Doroty Ryst "Punkty Przecięcia".

Zaprasza się do lektury.

CHWILA

peron stacji sopot główny. marcowy poranek. mży.

dlaczego właśnie ten widok tu i teraz wraca pod powieki.
tyle było dworców marców mżawek. nic się wtedy nie stało.

pociąg przyjechał. wsiadłam. odjechałam. na murze
zostały napisy lechia pany i kocham mariolę. spod których
uparcie przebija mane tekel fares.


WIELKOŚĆ SKALARNA

czas w którym byłam i miejsca
gdzie mnie nie było niczym się nie różnią.
mówisz pamięć. a co to właściwie jest
ta pamięć. wykrzywione obrazki. wiara

że było jak nie było. fakty i fuckty. słowa
i zdjęcia. założenia się nie zmieniają
wszystko co jest minie. na filmie poklatkowym
który ktoś zrobił jutro skóra już pęka. szczelinami

wycieka ze mnie dziś wczoraj i pojutrze.


POWRÓT

znów powrót. do siebie jak donikąd
do poranków z zapachem kawy
jaskrawości południa i wieczorów
na które nie pomagają już żadne

pastylki. wszystko ma swoje miejsce.
góry doliny potoki ty ja.
krótkie chwile pragnienia pośpiesznego
zmieniania skóry prób odmiany

przez czas lub przypadek potwierdzają
bólem naszą nieodmienność.

Nowa SZAFA w sieci




W numerze:

POEZJA

Marcin Baran, Hania Dikta, Piotr Gajda, Mirosław Gabryś, Wioletta Grzegorzewska, Brygida Helbig, Jarosław Jabrzemski, Barbara Janas-Dudek, Izabela Fietkiewicz-Paszek, Tomasz Jamroziński, Wanda Karczewska, Justyna Krawiec, Karolina Kułakowska, Karol Maliszewski, Jacek Mączka, Piotr Mosoń, Marcin Orliński, Paweł Podlipniak, Małgorzta Południak, Klaudia Raczek, Teresa Radziewicz, Teresa Rudowicz, Jakub Sajkowski, Karol Samsel, Rafał Wierzbicki


PROZA

Marcin Baran, Jacek Durski, Seweryn Gałązka, Jan Godlewski, Mateusz Górniak, Anna Gratkowska, Eliza Kijanek, Edward Kupiszewski, Kornel Maliszewski, Mirosław Pisarkiewicz, Małgorzata Południak, Wojciech Radoch, Joanna Storczewska-Segieta, Sebastian Theus, Leon Zdanowicz, Beata Wincza


sZAFa Presents

WANDA KARCZEWSKA - poezja
Izabela Fietkiewicz-Paszek - „Uroboro” Wandy Karczewskiej
Beata Patrycja Klary - Życie w cieniu śmierci
Ania i Arek Łuszczyk - Festiwal okiem obiektywu
Małgorzata Południak - Karczewska ukrywa swoją twarz w kwiatach kasztanu
Anna Tabaka - Miasto mego ojca
Teresa Rudowicz - O wierszu „Rozmowa z rówieśnikiem z ul. Widok 12”
Karol Samsel - Matka na oświęcimskim obłoku - O nostalgii i sadyzmie w utworach Wandy Karczewskiej.
Beata Stanecka-Busz - O pogłębianiu zwątpienia aż do potrzeby wiary. Rzecz o Elegii Wandy Karczewskiej. * O rozpaczy, którą może odczarować zakatarzony jeż i fletowy głos wilgi. Głos wilgi Wandy Karczewskiej.
Rafał Wierzbicki - Fotoreportaż
Leszek Żuliński - Między miłością z rozpaczą (o poezji Wandy Karczewskiej)


ESEJ; FELIETON; RELACJE

Marcin Baran - Slam, czyli poezja opuszcza salony
Henryk Gała - Poeci małych ojczyzn
Izabela Fietkiewicz-Paszek - Relacja z II Festiwalu Literackiego im. Edwarda Kupiszewskiego
Marcin Orliński - Literatura jest ciemność
Beata Patrycja Klary - Ileż można przełykać kształty? - relacja ze spotkania poetyckiego Aleksandry Słowik
Klaudia Raczek - Dziennik spod Róży I, Dziennik spod Róży II
Jurata Bogna Serafińska - Wystawa malarstwa Felixa Tuszyńskiego
Świdemajer - relacja z poprzedniego projektu


FOTOGRAFIA-GRAFIKA-MALARSTWO

Maciej Boksa, Francesco Cusumano, Talat Darvinoğlu, Foto Odlot 2011 - wynik konkursu, Jacek Kaczyński, Michał Karcz, Felixx Klee, Barbara Komaniecka, Lilianna Lazarska, Zygmunt Kozimor, Oksana Mathieu, Izabela Nowak, Andrzej Olczyk, Raspazjan, Jan Rusnok, Marianna Stelmach, Vsevolod Shvayba, Tomasz Trafiał, Felix Muszyński


TEATR

Teresa Radziewicz "Ja, Edit Piaf"


EKFRAZA

Teresa i Grzegorz Radziewicz "Wyobraźnia zaludniona"


KRYTYKA LITERACKA; RECENZJA

Artur Jabłoński - Thomas Bernhard Moje nagrody
Teresa Rudowicz - Życie to jest opowiadanie, a opowiadanie to jest życie – o opowiastkach opowiadających Leona Zdanowicza * Ziemia nieznacznie wypukła – o Wieczerzy w Rajskiej Dolinie Edwarda Kupiszewskiego
Teresa Radziewicz Notatki na marginesach wierszy - Mniej niż zło Olgerda Dziechciarza * Czyta się, czyta - Nasza klasa Tadeusza Słobodzianka
Karol Maliszewski - Kazimierz Brakoniecki Obroty nieba, Dziennik berliński
Monika Mellerowska - Książkowe choinkowe upominki * Jestem leniwym pisarzem Mariusz Pilot - Pióropusz
Joanna Mieszkowicz - "Niewidzialne potwory" Chucka Palahniuka * Balladyny i romanse Ignacego Karpowicza
Karol Samsel - Źródło i śmierć Fenomenologia jako egzegeza literacka
Jakub Sajkowski - Wystawiona na słońce. Magda Gałkowska, Fabryka tanich butów * Ryszard Będkowski Gorzkie jezioro * Poezja kłamie? A niech sobie kłamie! Michał Nowak Historie Powszechne
Konrad Staszewski - Wschodzący księżyc Keri Arthur * Całując grzech Keri Arthur
Bogdan Zdanowicz Krzysztof Tomanek Zaimek teraz


WYWIAD

Aleksandra Szramek "Z Ireną Kiką Szaszkiewiczową", "Z przyjaciółmi Ireny Kiki Szaszkiewiczowej"
Tomasz Kosiorek "Rozmowa z Rogerem Moorhousem na temat książki Stolica Hitlera"
Robert Rutkowski z cyklu: "Jeszcze zdarzają się wiersze:
* z Marcinem Orlińskim
* z Teresą Radziewicz
Sosnowska: z Marcinem Prokopem i Szymonem Hołownią


MULTIMEDIA

Astrid Lindgren - Chwila
Darek Wasilewski - "Rafał Wojaczek - Modlitwa bohaterów"
Lugozi - Peaceful Sleep
The October Leaves - All Of The Stars
Warzone - The Sound Of Revolution


KONKURSY

* Nagrody Poetyckiej im. Konstantego Ildefonsa Gałczyńskiego ORFEUSZ za najlepszy tom roku 2011
* I Ogólnopolski Konkurs Poetycki
im. Pawła Brylińskiego
* Kaliski Konkurs Literacki na Utwór dla Dzieci
* III OGÓLNOPOLSKI KONKURS POETYCKI „O wers Pawlikowskiej-Jasnorzewskiej”
* Broniewski dzisiaj
*I Edycja konkursu LIterackiego im. Kazimierza Furmana "Furmanka 2012


PATRONAT MEDIALNY

Ena Kielska Pamiętnik Wendy
Festiwal Świdemajer [maj 2012]
Foto Odlot 2011 - wynik konkursu


ZAPRASZAMY NA : http://szafa.kwartalnik.eu/

12.12.2011

SERYJNI POECI 12



Ostatnie w tym roku spotkanie z Seryjnymi Poetami
13 grudnia 2011r o godz. 19.00
CK ZAMEK Hol Balkonowy I piętro


Prowadzenie: Piotr Śliwiński

ZAPRASZAMY

24.11.2011

boysband

baby I don't understand just why we can't be lovers ?
N'Sync

matka ostrzega, mówi, że poetki to suki,
wszystko przerobią na wiersz i zostaniesz synku
odpadem z produkcji. zamiast serca
mają twarde dyski pełne plików, metafor

na każdą okazję. niewinni chłopcy są potrzebni
jak Alka Seltzer: wchodzą w reakcję
z odrobiną wilgoci, musują i łapczywie połykani
kończą jako osad na dnie. leczą

kaca po nieudanych próbach.

MG

21.11.2011

TRIBUTE TO JULIAN TUWIM

W związku z ogłoszonym przez Jacka Dehnela konkursem "O Złotą Dupę Tuwima" postanowiłam podzielić się własną twórczością w tej materii.
Po przeczytaniu kolegów po piórze jestem pewna, ze Julian Tuwim byłby z nas dumny :)



animatorzy od kultury,
którzy na stołkach grzeją tyłki
z inklinacjami do cenzury,
napięci tak, jak w wędce żyłki
i wy "poeci" co z zazdrości
bliźniemu naplujecie w zupę,
byle wygodnie się umościć
całujcie mnie wszyscy w dupę

i wy krytycy,co z przejęciem
składacie swoje antologie,
aby w wywiadach w chuj nadęci
pospiesznie znaleźć analogię,
potem w swych szafach o północy,
po cichu poruszacie trupem
dając nam dowód swej niemocy
całujcie mnie wszyscy w dupę

i koleżanki me po piórze
z wieczną pretensją do Haliny,
co w grafomanek zgodnym chórze
wciaż maglujecie swe wierszyny
i wy, koledzy, co twierdzicie,
że bab pisanie trzeba śrutem,
bo tylko was stać na "przeżycie"
całujcie mnie wszyscy w dupę

wy amatorzy kłów o zmierzchu
z literaratury niskich lotów
co czarni w środku, bladzi z wierzchu
wbijacie zęby w gardło kotu,
przemroczne wdowy po Nergalu
jadące na Dżoanę Krupę,
tak wyzwolone w każdym calu
całujcie mnie wszyscy w dupę

dziewczynki typu cyber ghotic
i emo chłopcy w czarnych rurkach,
wy specjaliści od off topic,
na elastycznych, długich sznurkach,
wy podstarzali punkrockowcy,
mylący stożek z ostrosłupem,
drący wciąż ryja bezmózgowcy
całujcie mnie wszyscy w dupę

byli mężowie i eks żony,
co w mękach rozstań wciąż się wiją,
tworzący armię pokrzywdzonych
z niemocy bycia głową, szyją,
niezrozumiani wieczni chłopcy
schowani za kolczastym drutem
swoich kompleksów,nam wciąż obcych
całujcie mnie wszyscy w dupę

zdeklarowani sadomaso,
panie od pejczów i kajdanek,
które wpierdolą zawsze z klasą
krwotok tamując gdzieś nad ranem,
panowie, co na głowę worek
wkładając, raczą odbyt dłutem
bez względu na płeć i na porę
całujcie mnie wszyscy w dupę

MG

20.11.2011

Z A P R O S Z E N I E



tekst: Justyna Krawiec
muzyka: Joy Division "She lost control"
produkcja: emgie


Stare Kino
Poznań
3 grudnia 2011r
godz. 18.00

Harry Potter i zapadła klamka




jest sobota, sąsiad oszalał na punkcie
nowej wiertarki. kręci się od rana
jak wsza na grzebieniu, a powinna być
"wesz" zdaje się, w końcu to poezja

więc skoro nie mamy nic do powiedzenia
róbmy to przynajmniej poprawnie. piję kawę,
słucham sąsiadki nawołującej pieska.
jest mały, biały i o wiele ładniejszy

od starego, który zdechł. niczego się nie nauczę
z podrzędnie złożonych zdań, czarów-marów kolegów
po piórach ścieka woda, bo pada albo pękła
jakaś rura. nieważne o czym mowa na zapleczu

naszych wierszy - pusto.


MG

19.11.2011

41 poetek w czapkach od Zbierskiej

jak one pierdolą! zgrupowane w antologiach
niczym w damskiej toalecie. tuszują rzęsy,
będą nimi łopotać jak flagą na ósmego marca,
z różem na zębach. bełkocząc w tej przebieralni

za poetów, nie dałyby złamanego grosza, czapki
mają czarne i koniecznie z daszkiem, żeby nie raziły
czerwone usteczka. jak one pierdolą! kumy z portali,
z domków kultury. wyciekają robiąc kuku w namuniu.

MG

16.11.2011

POEZJA W STARYM KINIE





Paulina Korzeniewska, Joanna Dziwak i Jakub Sajkowski
"W Starym Kinie" Poznań ul. Nowowiejskiego
sobota 19 listopada godz. 18.00
prowadzenie: Dawid Jung

OCZYWIŚCIE ZAPRASZAMY!


Joanna Dziwak – wiersze publikowała w wielu pismach literackich, m.in. w „Akcencie”, „Toposie” i „Czasie Kultury”. Tłumaczyła również poezję Bertolta Brechta. Ukończyła filozofię na UJ. W 2010 roku została nominowana do Nagrody im. Andrzeja Krzyckiego, a w 2011 za debiutancką książkę "sturm & drang" (Zeszyty Poetyckie, 2010) otrzymała wyróżnienie w konkursie Złoty Środek Poezji na najlepszy debiut poetycki 201. Pochodzi z Dęblina, mieszka w Krakowie.


Paulina Korzeniewska
- studentka filologii rosyjskiej i angielskiej na UAM w Poznaniu, stypendystka na Uniwersytecie Wileńskim, Nominowana do Nagrody Andrzeja Krzyckiego w 2010. Wyróżniana i nagradzana w kilkunastu ogólnopolskich konkursach poetyckich. W 2011 r. ukazał się jej debiutancki tom poezji "Usta Vivien Leigh" (Bramasole). Mieszka w Poznaniu.


Jakub Sajkowski
- typowy poznaniak, anglista i rusycysta, nakładem Zeszytów Poetyckich ukazał się jego debiut pt. "Ślizgawki". Publikował...gdzie on nie publikował? Dwukrotnie nominowany do nagrody im. Jacka Bierezina, nagradzany w konkursach poetyckich.

14.11.2011

o pewnej niedzieli


fot. Romka Gałkowska

Stańko gra Komedę, nie pozwala zasnąć.
wiersz, który dziś mną wstrząsnął kłamał
lepiej, niż jego poprzednicy. przez dwie godziny
wierzyłam, że jeszcze potrafię czuć się prawie dobrze.

wystarczy cofnąć czas, pomylić wieczór z popołudniem,
a temperatura spadnie o kilkanaście stopni. listopad
jak u Lowella, tylko za oknem zamiast Bostonu - kikut oficyny.
nikt nie tańczy, nikt nie podpala w imię boga, ani na dany znak.

stare historie zaczynają się i kończą podobnie: najpierw
sukienki, obcasy i czerwone paznokcie, a potem
nieruchome eksponaty, które mogłyby zwrócić uwagę
jedynie postrzałowymi ranami.

MG

09.11.2011

migrena

kiedy dzień staje się dziurką od klucza
trwa w wiecznym podglądaniu
jednooki

czarno-biała casablanka bez końca
zimna i brudna jak łyżeczka
pozostawiona w filiżance
wczorajsze ciastko
pachnące niedomytą lodówką

zdominowany przez jeden smak
zapomina o tysiącu innych
kapie do buta z cudzych parasoli
rozpryskuje się na chodniku
niezgrabnie odwinięta landrynka
częstuje jedynie odłamkami
zawężonym polem widzenia
wtedy narasta panika
światło staje się wrogiem

to z tobą jest mi dobrze
a ze światem jest mi źle


MG

08.11.2011

SERYJNI POECI 11





Kolejne spotkanie z "Seryjnymi"
CK ZAMEK "Sala Pod Zegarem" IIp
8 listopada 2011
godz. 19.00
prowadzenie: Piotr Śliwiński

03.11.2011

PAWEŁ KOZIOŁ o "Fabryce tanich butów"

W Fabryce tanich butów Magdaleny Gałkowskiej dobrze byłoby produkować
nieco ciekawszy rytm, wersyfikację i składnię, bo obecnie są one dosyć
przewidywalne. Końcówka linijki prawie za każdym razem zbiega się z
jakąś kropką czy mocniejszym przecinkiem, co mnie trochę nudzi. Budzę
się przy okazjonalnych fajnych przerzutniach (jeden z chłopców patrzy.
na mnie / nie robi to wrażenia), po czym znowu czuję się usypiany. Tym
bardziej, że poetka ma skłonność do wyliczanek, a wtedy wszelkie
ścinki, skrawki i pety podkreślają jedynie bierną mechanikę tych
wierszy: jest to, i tamto jeszcze, i koniec w momencie losowym.

W jednym z wierszy pojawia się zmyślna linijka: pospolite ruszenie
szarych jak dym wróbli, osobliwie zbieżna z opisem metody, o której
tutaj ględzę. Wiersz jest zresztą niezgorszy, bo wreszcie zamiast
wyliczanki można dostrzec jakiś klej między zdaniami: najpierw kawa
paruje,
potem paruje się ciosy, albo delikatniej: najpierw jest kubek, a
później gra w kości. I niby to prosta sztuczka, ale bardziej od
wyliczanek przekonująca. Brakuje podobnych spojeń na przykład w
wierszu "wiedźmy". Z powodu sypkiej składni one nic nie kontrolują,
nawet światła w szparce.

W zasadzie wiemy, że wiedźmy się pławiło. Mimo to wkurza wiersz ze
skórą topielicy, chociaż
zaczął się z jajem, w jeden obraz łącząc makijaż i robienie na szaro.
Potem jednak spłynął w makabreskę w nieciekawym stylu medycznym: noszę
w sobie śmierć, ma imię kobiety
chorej na raka mózgu. Potem strzykawki i dziecko. No comments.

Gałkowska wspomina w swojej książce wielu zmarłych, za sprawą czego
dykcje szpitalne drażnią ciut mniej niż u Joanny Lech. Jednak bliskich
zwłok w wierszu łatwo jest nadużyć (co mówię, bom sam pełen winy),
uruchamiając gnilne procesy liryzmu. Przesłodzona jest na przykład
babcia z siatkami żył, opisywana poprzez zestaw rekwizytów. Wolę już
to: kłują i pachną, jak te dziewczyny / na długich dystansach. Mówiąc
ogólnie: ma ta poezja potencjał, ale jak dotąd niezrealizowany.
Zobaczymy, co dalej.

02.11.2011

ALEKSANDER WAT - Dziennik bez samogłosek




fragment:

Jedną z osobliwości dobrej poezji (i muzyki, a częściowo i malarstwa) jest chyba to, że cokolwiek się o niej napisze, zawsze pozostaną nienapisane rzeczy istotniejsze.
Jakkolwiek wysoką pomyśli się liczbę "n", zawsze można skonstruować liczbę "n+1" (prawo Archimedesa). Krytyk niewiele tu może "ugryźć", stąd zainteresowania krytyków kierują się ku utworom poetycko chybionym. Co nazwano złym gustem, np. Irzykowskiego, polegało właśnie na tym, że utwór słabszy jest zawsze lepszą "kanwą" dla dobrego krytyka.

Koncepcje, wizje osobiste, partykularne - w odniesieniu do prawd powszechnie uznanych lub urzędowo obowiązujących - są dla pisarza (filozofa) tym, czym jest wybieg dla zwierząt w ogrodzie zoologicznym, dają mu pozór wolności. Pozór wolności, bez którego pisać jednak nie można. Prawdziwa wolność - ta wytrąca pióro z ręki. Bywa i tak, że "wybieg" już jest, a zwierzę zdechło.

01.11.2011

trzy wiersze o nieobecności



JULIA HARTWIG - Porozumienie

Dorośli mogą wszystko!
woła z płaczem

Dzisiaj jesteś już dorosła
i wiesz jak niewiele dorośli mogą

Tak i ja dzisiaj mówię:
Oni mogą wszystko
ci co odeszli
Dlaczego więc ich nie ma
kiedy tak bardzo ich potrzebujemy

Ale oni tylko rozkładają ręce
uśmiechają się i odpowiadają:
Kiedy będziesz tu
sama się o tym przekonasz


MAREK LOBO WOJCIECHOWSKI - Odchodzenie

Odzwyczajam się od ciebie
powoli, z cichą determinacją.
Wieczorami grzebię się,
wyrzucam stare zdjęcia,
zmywam wspomnienia
(osmotycznie wypełzają na zewnątrz).
Ze starych łyżek
zrobiłem błystki na szczupaka
- może je zeżre do końca.
W zakamarkach ciszy
plącze się jeszcze muzyka,
ale to już resztki dźwięków.

Jeszcze tylko na chrobot
klucza w zamku sąsiadów
niepotrzebnie odwracam głowę.


PIOTR SOMMER - W tych samych pokojach


śledztwa przesłuchania
powstają wiersze
sufitu rośnie grzyb
Na jasnym niebie
co okna tu otwiera
przeleciał płomyk
i połknął go mój brat

Krzesło uwiera mocno
bo niedopasowane
do ciała rytmu krwi
podłoga bije w sufit
widać już tak być musi
W głowę uderza on

A ja ciągle nic nie wiem
o innych czy żyją
czy przetrwali
(dzieci o to pytają)
gdzie jestem zapomniałem
pogoda coraz gorsza
deszcz coraz bardziej mży.

27.10.2011

Życie, życie jest nowelą – Katarzyna Zając „Pęknięcia”.





Debiut Katarzyny Zając nie zaskoczył mnie prawie niczym. Piszę „prawie” ponieważ nawet znając twórczość tej poetki nie spodziewałabym się, że książka poetycka może być aż tak nudna i monotonna. Te utwory mogą się ewentualnie sprawdzać pojedynczo, osobno, ale nie w jednej książce, która mniej więcej w połowie po prostu zaczyna nużyć i człowiek musi powstrzymywać ziewanie.
Autorka zaprezentowała w debiutanckim tomie sporo wierszy znanych już bywalcom internetowych portali literackich, na których szlifowała swój warsztat. No właśnie, szlifowała? Niestety po lekturze ksiązki potwierdziły się moje obawy, co do stagnacji w pisaniu Zając. Od lat te same ograne i dodajmy mocno zapożyczone choćby (ale nie tylko) z poezji Teresy Radziewicz motywy, ten sam (trącący w takim wydaniu myszką) nieco rustykalno – sielankowy klimat.
To, co u Radziewicz tętni, żyje, mieni się kolorami, u Zając świeci jedynie odbitym światłem.
Nie zaprzeczam, że można lubić podobne obrazki, ale ja osobiście życzyłabym sobie, aby – prócz mniej lub bardziej ładnych tychże – było w tym coś jeszcze. Niestety u Zając nie ma NIC. Żadnej głębi, refleksji, żadnego choćby najmniejszego śladu indywidualności autora.
Generalnie „Pęknięcia” to zapis jakiegoś kataklizmu: śmierci, chorób, dramatów, słowem temat idealny na telenowelę, ale nie na tom poetycki. Siłą rzeczy nasunęło mi się kolejne skojarzenie (niestety w przypadku tej książki będzie ich jeszcze sporo), o ile „Zapaść” Joanny Lech, poruszająca się na podobnym „poetyckim terenie”, to książka przemyślana, skomponowana, a charakterystyczne dla Lech metafory „cielesne” użyte świadomie, o tyle u Zając w „Pęknięciach” nie odnajduję żadnej z tych cech. Odnoszę wrażenie całkowitej przypadkowości tych wierszy, no chyba, że nadrzędnym celem takiego układu ksiązki było jak najszybsze uśpienie czytelnika. Metafory kuleją, o składni nie wspomnę. Przerzutnie zastosowane wybitnie „na siłę”.

„w światłowodach drżą ukryte ładunki elektrostatyczne

gdy nazajutrz słowami dotykasz dłoni. przed chwilą
spacerowała po niej biedronka, sześciokropka niezdarna”
(telefony w porze suchej)

albo

„upalne dni minęły, przez okno wlatują muchówki.
odnóżami dotykają ścian i kolonizują akwariowy błękit”

albo (moja faworytka)

„tęsknię za wiatrem. nocami tańczę na parapecie,
by nie słyszeć kaszlu wstrząsającego ścianą”

Brakuje tylko zawiedzionej miłości Don Pedra do Juanity. Niestety im dalej w książkę, tym gorzej, rzadkie próby autorki, by napisać coś od siebie i bez pożyczek kończą się jeszcze bardziej fatalnie:

„stopy na trotuarze. są we mnie pęknięcia i szczeliny,
o których nikt nie wie. kamienie nie czują, nie płaczą.”

Podobnie ckliwych i pensjonarskich kawałków w książce znalazłam mnóstwo.
W tym momencie nasuwa się pytanie, gdzie był redaktor tego tomu?
Zdaję sobie sprawę, że amatorów poetek z gatunku jęczących zapewne znajdzie się wielu, że można przymknąć oko na takie czy inne stylistyczne niedociągnięcia, pod jednym wszakże warunkiem, że taki nawet nieco „kulejący” wiersz jest O CZYMŚ.
Po lekturze „Pęknięć” jestem już przekonana na 100%, że autorka do perfekcji opanowała pisanie o niczym i tu nawet nie pomaga wspomniane przeze mnie intensywne „inspirowanie się” cudzymi wierszami, ponieważ jak widać kradzione nie tuczy. Zdaję sobie również sprawę, że epigonów nigdy nie zabraknie, że gorące pochwały ciotek, psiapsiółek i portalowych wazeliniarzy jeszcze niejednokrotnie zwyciężą nad zdrowym rozsądkiem, umiejętnością posługiwania się słowem, znajomością składni ojczystego języka i zasad gramatyki. Nie zmienia to jednak faktu, że nigdy jeszcze nie czytałam książki tak niepotrzebnej.
Może organizatorzy konkursu „O laur Lipowego Wzgórza” (sic!) powinni przemyśleć główną nagrodę? Zamiast wydania debiutanckiego tomu widziałabym raczej zafundowanie zwycięzcy udziału w warsztatach Jakuba Winiarskiego.
Reasumując: „Pęknięcia” polecałabym jako skuteczny lek na problemy ze snem, przy 21 stronie już zaczyna działać. Co należy uczynić po lekturze ksiązki Zając?
Radą służy nam sama autorka w puencie wiersza pt: ”po śladach”, otóż
„zasłonić jak brzydkie znamię”


Katarzyna Zając „Pęknięcia” Dom Kultury w Tuchowie, Tuchów 2011.

MACIEK FROŃSKI - Tykająca bomba

Horror psychologiczny

Wszedłem na drabinę i przed wzrokiem syna,
Ukryłem bezpiecznie tomik Tkaczyszyna,
Na najwyższej półce teraz sobie leży,
By w mym domu męskiej nie gorszyć młodzieży.

Poczułem cień ulgi, już nieco mi lepiej,
Lecz wciąż się myśl straszna w mej głowie telepie
I ciągle to jedno powraca pytanie:
Czy syn doń dostanie, czy też nie dostanie?

Już ślepi Tkaczyszyn z tej swojej jaskółki,
Już widzę, jak z wolna przekracza brzeg półki,
Już widzę, jak rośnie, jak coraz go więcej,
Przechyla się, spada – i prosto w te ręce!

Po com go kupował? Przeklęta godzina!
Tkaczyszyn, chcesz – mnie bierz, lecz oszczędź mi syna!

26.10.2011

trzy wiersze o milczeniu


Tadeusz Peiper - Naga

Naga, w obłoku z pościeli, wrysowana w ciszę,
w kołysce z nocy, z nocy o kształcie ust,
na echach słów mych, dzieł czarnego czaru,
naga, na echach, gdy będziesz błyszczała
złota miednica a w niej z pereł kurz,
ty, kartka papieru którą ja zapiszę
lub może wcześniej rzucę ją, podpał na ruszt,
naga, w ciszę wklejona, milcz i tylko paruj.
Od słów twych wyżej cenię szept twój, szept twojego ciała,
woń twojego ciała, woń rzeźni i róż.



Miron Białoszewski - My rozgwiazdy

To nie tylko
zgubione włosy.

Opuszczone miejsce
często boli.

Mnożymy się
ucięci
tęsknotami.

Jesteśmy rozgwiazdami.

Nie odgrodzeni od niczego.
Rozgubieni.



Rafał Wojaczek - Umiem być ciszą


Miłość to człowiek niedokończony
                                             Eluard

Kończę się w twoich oczach
umiem być ciszą
Kończę się w twoim śnie

Ostatnie echo jest ciszą
to miejsce
gdzie kończy się twoje spojrzenie

Sen mnie oślepia, rozjarzona
iskra serca
Kończę się w twoim sercu

Przez sen, przez ciebie
donoszę siebie
do twojej śmierci.

22.10.2011

STANISŁAW GROCHOWIAK

Rozstanie

jest gdzieś północ, której nie zobaczę
Północ światła
I północ doby
Czas i przestrzeń spięte jedną gwiazdą
Pod którą tylko
Śmierć się urodziła

Zapach północy leży w uszach zmarłych
W nozdrzach psów pokostniałych
Na bezkresnym śniegu
W porcelanowych medalionach dzieci
Co wreszcie są cicho

A smak północy
Był na tamtej ręce
Której dotknąłem jak żelaza w mróz
Odtąd unosząc tylko pół języka
Bełkocząc odtąd.

19.10.2011

krótka historia gwoździa do trumny

inspired by Maciek Froński i wiersz o tomiku Tkaczyszyna

z dedykacją dla Pawła oczywiście :)

raz się chciałam cofnąć wzdłuż namiętnych sprężeń,
ale jako ciała swego wieczny więzień
nie zdołałam rakiem, skrętem, naokoło
znacznie uszkodziłam muszli wklęsłe czoło,
kując swoim własnym o kafle sadzawki
miała być namiętność, a dostałam czkawki
ja, niepokonana dotąd niczym Chefren,
ślady krwi ścierając nucę smętny refren:

że nic mnie tak w życiu dobić nie zdoła
jak wiersz autorstwa Pawła Kozioła

pomocy więc szukam w lustrzanej symetrii,
korepetytuję się też z geometrii,
sporządzam rejestry organów i karnie
czekam, aż mnie sprężeń dziki szał ogarnie,
nie straszna mi nawet lekarska obdukcja,
a tu nic, jedynie totalna destrukcja
i znów ja waleczna dotąd niczym Chefren
teraz łzy łykając nucę smętny refren:

że nic mnie tak w życiu dobić nie zdoła
jak wiersz autorstwa Pawła Kozioła

więc po wielu próbach muszę zrezygnować,
chcąc choć trochę ciała w całości zachować
żeby mnie zez zbieżny nie ciągnął na środek,
wolę już mieć w bliznach i czoło i brodę
ciężkie są metale, gdy się o nich pisze
zręcznie wpasowane w poetycką niszę,
a ja? cóż śmiertelna bardziej niż mój Chefren
opatrując rany, nucę smętny refren:

że nic mnie tak w życiu dobić nie zdoła
jak wiersz autorstwa Pawła Kozioła


stosowne odniesienia i fragmenty: wiersz pt:.(19) z tomu "Metale ciężkie" Paweł Kozioł.

18.10.2011

Niekończące się in vitro – Krzysztof Bojko „Patykiem”




Czasem wiersze spadają na nas znienacka. Zupełnie niespodziewane pojawiają się,
jako elementy rzeczywistości zarówno tej przeszłej, jak i teraźniejszej.
Czytam wiersze z tomu „Patykiem” i pojawiają się we mnie obrazy, klatka po klatce – coś w rodzaju swoistej kroniki filmowej.
Para zakochanych, zapomniani staruszkowie, zawiedziony życiem pijak, matki, żony, obłąkane dziewczęta, robotnicy, fabryki – słowem prawdziwy kalejdoskop, istny pochód postaci, przegląd charakterów, a między tym wszystkim ktoś, kto najwyraźniej czegoś szuka.
Nie tylko śladów z przeszłości, nie tylko wyjaśnienia skąd wziął się ten cały rozgardiasz, harmider i po co właściwie istnieje? Ów ktoś szuka przede wszystkim powodów do pozostania w tym chaosie, jak uparty detektyw śledzi każdy trop, dedukuje, wyciąga wnioski. Czasem przymierza cudze historie jak kapryśny dandys kolejne garnitury. Poszukuje tylko tych, które są dobre, ważne, które coś znaczą, przybliżają do rozwiązania i wszystko mogłoby się wydawać proste i jasne, ale wcale takie nie jest.
Podmiot liryczny doskonale zdaje się sobie sprawę, że goni za rodzajem złudzenia,
że to wszystko właściwie jest tylko „słowem nakreślonym patykiem na tafli znajomej kałuży”, a jednak uparcie trzyma ten patyk w dłoni i czeka na kolejny deszcz po to, by stworzyć odrębny, całkowicie własny „mariaż przeszłości i chciejstwa”; jakby teraźniejszość nie dawała się ogarnąć, istniała jedynie jako chwilowe szaleństwo. Podczas lektury książki Krzysztofa Bojko towarzyszy mi uczucie niepokoju, sama zaczynam się spieszyć, biegnę od jednego wiersza do drugiego i wciąż dalej i dalej, aż docieram zdyszana na koniec, a tam? Utwór pt: „Wiersze”, który odczytuję jako coś w rodzaju manifestu, credo autora, wiersze „niepotrzebne do przeprowadzek snują się między stronami”. Generalnie przez cały tom przewija się refleksja na temat tego, ile tak naprawdę jest warte opisywanie wszystkiego i ile znaczą słowa. Czasem znaczą wszystko, a czasem nic, czasem tworzą obraz, a czasem są jedynie jego uzupełnieniem.
Wspomniałam, że biegnę przez tę książkę, ale nie biegnę sama. Biegnę mając w głowie dwa utwory muzyczne, które pojawiły się właściwie zaraz po rozpoczęciu lektury: „Nierealne ogniska” Farben Lehre i „Nowa Aleksandria” Siekiery.
W ten oto sposób zyskuję soundtrack do mojej kroniki. A co ze scenariuszem?
Bojko pisze prostym językiem, w niektórych wierszach – odnoszę wrażenie – wręcz ucieka od nadmiernych kombinacji słownych i tak jest dobrze, ten rodzaj narracji wymaga właśnie takiego języka. Wspomniana ucieczka nie zawsze się jednak udaje, czasem to język ma władzę nad poetą, a nie poeta nad językiem. Stąd obok wierszy dobrych i bardzo dobrych pojawiają się utwory słabsze, „przegadane”, bez siły obrazowania, bez tego charakterystycznego „nerwu”.
Zauważyłam, że te słabsze teksty znajdują się na początku książki, a im dalej w tom „Patykiem”, tym lepiej i ciekawiej. Zupełnie, jakby starsze wiersze autor zamieścił właśnie na początku. Taki układ ma za to ten plus, że pokazuje ewolucję poety nie tylko w posługiwaniu się słowem, jako narzędziem, ale przede wszystkim w sposobie postrzegania rzeczywistości.
Niezależnie jednak od wszystkiego, wspomniane „nierówności chodnika” nie utrudniają znacząco mojego biegu, nawet jeśli zdarza mi się potknąć, to nie na tyle, by stracić równowagę. Świat to w końcu niekończące się in vitro, więc zawsze jest szansa, ze zdążę na jakieś narodziny.

ZAPRACOWANY

znalazłem awans o dwa szeregi
po przekątnej monitora

szalone pomysły lądują pod burkiem
gorączka przenosi partycje
z dysku you na dysk we

w przerwie wypijemy kawę i ustalimy
strategię współdziałania

koledzy nie zapukają
w czoła koleżanek
ochrona danych działa perfekcyjnie


CHONDROSARCOMA

wiesz
to nie bozia
stworzyła gorzkie be

rozdrażniony jej obecnością
szukałem w sobie
wrażliwego dziecka

do dzisiaj chłonę puls
twojego ramienia
jak słowa bajki o chemicznym

być albo nie być
rozwijasz świat
prostując loki panny wiosny


ON LINE

cybernetyczny demon nie śpi
kusi młodzieńca by przez chwilę
mógł imponować jasnowłosej czymś więcej
niż godło pokala

w temperaturze plus osiem
znajdzie cel obok nurtu żółtej cieczy
kapiącej ze wszystkich stron
zanim wnętrze mojej świątyni rozsadzi nuda

będziemy według finałowej sekwencji
first - person shooter


WIERSZE

niepotrzebne do przeprowadzek
snują się między stronami

jutro było wczoraj
dzisiaj skrócone do poranka
smaży się na słońcu
w iglicach zegarów

szykują miejsca w raju

litery na kołek.



Krzysztof Bojko „Patykiem” Gorzów Wielkopolski 2011r.

17.10.2011

Dwie recenzje "Fabryki"



W ramach projektu o nazwie "Nisza Krytycznoliteracka" na portalu Wywrota,
po dyskusji nad pojedynczymi wierszami doczekałam się dwóch, przyznaję, bardzo dla mnie interesujących recenzji:

Dominika Ciechanowska:
http://www.wywrota.pl/db/artykuly/19558_magdalena_galkowska_poetka_ktora_lubi_rz.html


Poem:
http://www.wywrota.pl/db/artykuly/19551_ktos_umiera_ktos_wypada_a_pociag_kontynu.html

Obu recenzentom bardzo dziękuję, szczególnie za wyciągnięcie mojej książki z lamusa :)
Zapraszam do lektury.

DZIENNIK JAWNOGRZESZNICY 14

czyli: "poeci do piór, a czytelnik po smektę"

Na portalu Liternet toczy się dyskusja o tym, czy polscy poeci publikują za dużo.
Święte oburzenie wywołała opinia Benajmina Paloffa cyt. (za wspomnianym portalem):

Polscy poeci za dużo publikują. Takie uogólnienie wydaje się być herezją w kraju z tyloma gloryfikowanymi wieszczami, gdzie przez prawie cały dwudziesty wiek cenzorzy skazywali wybitnych poetów na niebyt i „pisanie do szuflady.”…W Polsce nie jest rzeczą nadzwyczajną, jeśli poeta „debiutuje” (ich określenie, na szczęście, nie nasze) w wieku 25 lat i od tego czasu co 18 miesięcy produkuje kolejne tomiki. Jedną z konsekwencji tej płodności jest oszałamiająca liczba śmieci, które zalewają księgarnie, łącznie z „wierszydłami klasy D” pisanymi przez „poetów klasy A”. Ponadto, jeśli poeta pragnie zwrócić na siebie uwagę – a literaci jak dzieci rozpaczliwie pragną być zauważeni –często staje się „reakcjonistą” własnego pokolenia, publicznie deprecjonując swoich poprzedników, rywali oraz młodsze talenty.

Oczywiście wszelkiej maści domorosłe talenty i etatowi laureaci konkursów poetyckich natychmiast rzucili się z pazurami wykrzykując o zastosowanych w opinii ogólnikach, przytaczając liczby wydawanych w Polsce tomów wierszy, stosunek tej liczby, do liczby tomów wydawanych w innych krajach, w tym także w USA.
Tylko jakoś żaden z zagorzałych zwolenników poezji rodzimej nie zwrócił uwagi na dość dla mnie istotny fakt, iż nie chodzi o ilość, ale o jakość. Z roku na rok powstają kolejne konkursy, w których nagrodą główną jest wydanie książki. Więc poeci wysyłają, jury opiniuje i rozdziela laury, w związku z czym poeci wydają.
Nie mówię o konkursach prestiżowych, konkursach z tradycjami, konkursach, w których jakiś poziom zapewnia choćby skład jury. Dziś każdy może być poetą, dziś każdy może wydać książkę, choćby własnym sumptem ( w zależności od wydawnictwa) to kwestia posiadania od 2.000 do 4.500zł - nawet nie trzeba niczego wygrywać.
O ile w przypadku tzw. debiutantów ten "ciąg na bramkę" czy "parcie na szkło" ewentualnie może być zrozumiałe, o tyle w przypadku poetów z tzw. dorobkiem, mających jeszcze niedawno naprawdę coś do powiedzenia, wydawanie kolejnych, pozostawiających wiele do życzenia książeczek - będących bądź to kompilacją dotychczasowych dokonań, bądź wariacją na temat tychże - trochę mnie dziwi.
Sama niedawno usłyszałam zdanie, że czas już na kolejną książkę bo o mnie zapomną. Kto zapomni? Czytelnicy, którzy kupili mój debiut? Nie sądzę, skoro tu zaglądają, to oznacza, że nie muszę bać się zapomnienia, nie jestem skazana na niebyt. Natomiast jeśli z powodu miernoty przeze mnie produkowanej ludzie przestaną tu zaglądać, to sama będę sobie winna.
W moim przekonaniu poetom brakuje refleksji. Znam takich, co produkują wiersze taśmowo, nie dadzą czytelnikowi odetchnąć i dawaj co rok, półtora kolejna książka, bo wygrał, bo ktoś chce wydać, bo idziemy za ciosem. I zaleją półki swoją twórczością, a potem na kolejnych imprezach poetyckich będą się licytować na ilość wydanych książeczek, ilość zdobytych nagród.
Ja się grzecznie pytam: a gdzie w tym wszystkim są wiersze? Gdzie choćby minimalny szacunek dla czytelnika, przejawiany w tym, żeby mu nie wciskać kitu?
Paloff poruszył jeszcze jedną istotną kwestię: braku poszanowania dla poprzedników, na których ci "buntownicy z bożej łaski" wykarmili swoje poetyckie cielska.
O tym m.in. pisałam w związku z pożałowania godnymi ekscesami Pułki.
Mamy zalew poetyckich celebrytów, pojawiają się na tych konkursach masowo, podobnie jak żądne sławy gwiazdki portali i prasy plotkarskiej na różnej maści imprezach od inauguracji sezonu operowego do otwarcia salonu fryzjerskiego włącznie.
Przeraża mnie fakt, że do tego się sprowadza poezję.
Na mój zarzut, przyznaję dość napastliwy, skierowany wprost do jednego ze znanych poetów, będącego nierzadko jurorem w konkursach, że to m.in. jurorzy są winni tego, że poziom wydawanych w tym kraju książek spada na łeb na szyję, poeta odpowiedział: a z czego mamy wybierać, jeśli dostajemy to, co dostajemy, a nagrodę trzeba dać?
Na to przyznaję nie znalazłam odpowiedzi.
Pozostaje mi apelować do samych poetów o odrobinę zdrowego rozsądku, dystansu do siebie i uspokojenia swojego ego. Lepiej wydać jedną, dobrą książkę, niż trzy "takie sobie". Takie to niby oczywiste i zapewne wszyscy się z tym zgodzą, więc dlaczego wychodzi tyle chłamu? Nie szkoda drzew?

16.10.2011

wiersz wyczerpany




makulaturowy papier, na którym piszę
jest szorstki i szary jak świt
wczesną wiosną kiedy przeczucie, że coś się wydarzy

łapie za gardło i osadza na miejscu. nie zdążę
policzyć do dziesięciu skreśleń, a już wersy splatają się
w pogański symbol kultu. podstępny przebieraniec

pod palcami gnie się posłusznie wzdłuż linii załamania.
jestem panią planety usianej szarymi kulkami słońc.
mieszkam tu od początku świata.

MG

14.10.2011

SERYJNI POECI 10




Kolejne spotkanie z "Seryjnymi" we wtorek 18 października
CK ZAMEK "Sala pod zegarem" godz. 19.00
Prowadzenie: Piotr Śliwiński.


ZAPRASZAMY

czasem mam ochotę komuś przypierdolić,

ale ludzie nie lubią wulgaryzmów
w wierszach. muszą być uzasadnione,
poparte emocjami, albo przynajmniej
chłodną logiką, trzeźwą oceną sytuacji,

na którą mnie nie stać. więc siedzę
w cholernej dziupli gryząc resztki
paznokci, kartek, koncówki długopisów.

więc bluzgam, jak pierwszy lepszy
menel, moze ulży? coś się urodzi niechciane,
nieuniknione jak listopadowy przymrozek

przy gruncie rzeczy sztywnieją,
łamią się, jak tanie zapałki.

MG

13.10.2011

VNV NATION






od dawna nie było żadnej muzyki, a to jest coś, co się mnie trzyma, czego ja się trzymam
od dziś, do odwołania.
miłego słuchania.

11.10.2011

zakażenie





chwilowo zajmuję nieogrzewany pokój,
nie da się pisać zdrętwiałymi palcami.
wydobyć głosu z ziębniętego gardła. pewnie

należy poczekać do wiosny, aż wszystko
stopi się w jedno, stanie okrągłe i zielone,
jak na przykład limonka. wtedy natnę

w połowie jak wrzód i pocieknie sok
lub biała maź - wszystko jedno,
byle oczyścić, poczuć ulgę, wpuścić
ciepłe powietrze i trzymać się

jak najdalej od ran.


MG

WIECZÓR AUTORSKI DOROTY SURDYK I JACKA KUKOROWSKIEGO




22 października 2011 o godz, 19:00 w Sali Gobelinowej Zamku w Gołuchowie odbędzie się spotkanie autorskie DOROTY SURDYK i JACKA KUKOROWSKIEGO. Wieczór poprowadzi ANETA KOLAŃCZYK. Poezję usłyszymy się w interpretacji autorów oraz JURKA SZUKALSKIEGO



09.10.2011

krojczyni

z kolorowego papieru, czasami z gazet
wycinam postacie, niektóre złączone
nie dają się rozerwać. uczę je tylko
długich, monotonnych przemówień, słów bez treści.

powoli zaludniają pokoje, już schodzą
z półek, odklejają się od ścian, wyciągają
długie, giętkie ręce. są wszędzie
i zaczyna brakować miejsca. niedługo

wyprowadzą mnie z domu i zostawią
pod drzewem.

MG

07.10.2011

NAGRODA KOŚCIELSKICH 2011





Tegorocznym laureatem Nagrody Fundacji im. Kościelskich został Andrzej Franaszek za książkę "Miłosz. Biografia".

Wręczenie Andrzejowi Franaszkowi Nagrody Kościelskich 2011 nastąpi 8 października w Miłosławiu. Połączone będzie z dwudniowymi wydarzeniami literackimi, w tym festiwalem "Wielkie Nocne Czytanie" w Poznaniu i Miłosławiu.


"Dzieło to opowiada o jednym z najciekawszych żywotów pisarskich ostatniego stulecia. Znakomicie udokumentowana, nie omijając spraw kontrowersyjnych i nieoczywistych, książka Franaszka jest pasjonującym przewodnikiem po czasach i twórczości wielkiego pisarza" - napisało w uzasadnieniu wyboru jury konkursu.

Uroczystość wręczenia Nagrody odbędzie się w Miłosławiu w Wielkopolsce - dawnym majątku rodziny Kościelskich. Połączona będzie z wieloma wydarzeniami w Poznaniu, Wrześni i samym Miłosławiu, m.in. odbędzie się tradycyjny festiwal literacki "Wielkie Nocne Czytanie".

Początek - 7 października równolegle we Wrześni i w Poznaniu. We Wrześni Jacek Dehnel - laureat Nagrody w 2005 roku - spotka się z młodzieżą w Liceum Ogólnokształcącym im. Henryka Sienkiewicza, a w Poznaniu odbędzie się spotkanie autorskie ze Stefanem Chwinem - laureatem w 1983, które poprowadzi prof. Piotr Śliwiński. Tego samego dnia wieczorem w Teatrze Ósmego Dnia w Poznaniu odbędzie się dyskusja "Antropolog wobec kultury" oraz "Wielkie Nocne Czytanie".

W sobotę, 8 października program koncentruje się w Miłosławiu, gdzie najpierw warsztaty literackie dla gimnazjalistów z powiatu wrzesińskiego poprowadzą: Mikołaj Łoziński - laureat 2007, Jacek Dehnel i Ewa Lipska - laureatka 1973, a w samo południe zapowiedziano uroczyste wręczenie Nagrody Kościelskich za 2011 rok.

Potem zaplanowano jeszcze spotkanie poświęcone Fundacji Kościelskich, spotkanie autorskie Marcina Świetlickiego - laureat 1996 - oraz otwarcie wystawy fotografii Tadeusza Rolkego "Twarze literatury". Wieczorem koncert Stanisława Soyki i na koniec drugie "Wielkie Nocne Czytanie".

Laureat Nagrody Kościelskich za 2011 rok Andrzej Franaszek, doceniony za książkę "Miłosz. Biografia" (Znak), jest krytykiem literackim, redaktorem działu kultury w "Tygodniku Powszechnym", absolwentem polonistyki na UJ. Zajmuje się twórczością współczesnych pisarzy polskich. Praca nad pierwszą w Polsce biografią Miłosza zajęła mu przeszło 10 lat.



Program wydarzeń towarzyszących wręczeniu Nagrody Kościelskich 2011

7 października 2011, piątek

- Września

godz. 12.00 - Liceum Ogólnokształcące im. H. Sienkiewicza, ul. Witkowska 1
Spotkanie autorskie i warsztaty z Jackiem Dehnelem dla uczniów z powiatu wrzesińskiego

- Poznań

godz. 12.00 - Instytut Filologii Polskiej, Collegium Maius, ul. Fredry 10 - Sala Śniadeckich
Spotkanie autorskie ze Stefanem Chwinem wokół książki eseistycznej "Samobójstwo jako doświadczenie wyobraźni"
Prowadzenie: Piotr Śliwiński

godz. 18.00 - Teatr Ósmego Dnia, ul. Ratajczaka 44
"Antropolog wobec literatury" - dyskusja z udziałem Wojciecha Burszty, Anny Wieczorkiewicz, Dariusza Czai
Prowadzenie: Przemysław Czapliński

godz. 19.30 - Teatr Ósmego Dnia, ul. Ratajczaka 44
"Wielkie Nocne Czytanie - Młodzi"
Zaproszeni pisarze czytają swoje najnowsze utwory: Łukasz Jarosz, Kaja Malanowska, Zbigniew Masternak, Julia Szychowiak
Gospodarz wieczoru: Paweł Czapczyk


8 października 2011, sobota

- Miłosław

godz. 10.00 - Gimnazjum (Pałac Kościelskich)
Warsztaty literackie dla gimnazjalistów z powiatu wrzesińskiego prowadzone przez zaproszonych pisarzy - Mikołaj Łoziński, Jacek Dehnel, Ewa Lipska

godz. 12.00 - Gimnazjum (Pałac Kościelskich)
Uroczystość wręczenia Nagrody Kościelskich 2011 - laureatowi Andrzejowi Franaszkowi

godz. 14.30 - Kościół poewangelicki
Spotkanie wokół książki poświęconej Fundacji Kościelskich - François Rosset, Wojciech Klas, Jan Zieliński
Prowadzenie: Marcin Jaworski

godz. 16.00 - Kościół poewangelicki
"Niepublikowane i rozproszone" - Spotkanie autorskie z Marcinem Świetlickim
Prowadzenie: Paweł Czapczyk

godz. 17.30 - Kościół poewangelicki
Tadeusz Rolke - "Twarze literatury" - wernisaż fotografii

godz. 18.30 - Kościół katolicki pw. Św. Jakuba Większego Apostoła
Stanisław Soyka Quintet - koncert

godz. 20.00 - Kościół poewangelicki
"Wielkie Nocne Czytanie - Laureaci"
Swoje najnowsze utwory czytają laureaci Nagrody Kościelskich z ubiegłych lat: Marcin Świetlicki, Mikołaj Łoziński, Olga Tokarczuk, Stefan Chwin, Ewa Lipska i laureat Nagrody Kościelskich 2011 - Andrzej Franaszek
Gospodarz wieczoru: Piotr Łuszczykiewicz


Nagroda Kościelskich jest najstarszą niezależną polską nagrodą literacką. Przyznawana jest przez Fundację im. Kościelskich działającą od 1959 roku w Genewie. Jury składające się z wybitnych miłośników i krytyków literackich, zamieszkałych w Polsce i poza granicami kraju, przyznaje co roku jedną lub kilka nagród dla obiecujących pisarzy, którzy nie ukończyli 40 roku życia. Przyznawane przez Fundację wyróżnienie stanowi najwyższą poza granicami kraju stałą polską nagrodę literacką, uchodzącą za rzetelny miernik pisarskich osiągnięć.

W ostatnich latach laureatami tej nagrody zostali: Marcin Kurek (2010), Tadeusz Dąbrowski (2009), Jacek Dukaj (2008), Mikołaj Łoziński (2007), Jolanta Stefko (2006), Jacek Dehnel (2005), Tomasz Różycki (2004).

Do grona wcześniejszych laureatów nagrody należy czołówka polskich prozaików, poetów i krytyków literackich. Są wśród nich: Sławomir Mrożek (1962), Zbigniew Herbert (1963), Tadeusz Konwicki (1964), Wiktor Woroszylski (1965), Henryk Grynberg, Gustaw Herling-Grudziński i Włodzimierz Odojewski (1966), Jarosław Abramow-Newerly, Tadeusz Nowak i Jarosław Marek Rymkiewicz (1967), Jan Błoński, Konstanty Jeleński, Marek Nowakowski, Ryszard Przybylski i Marek Skwarnicki (1968), Urszula Kozioł (1969), Kazimierz Orłoś (1970), Jerzy Harasymowicz, Zygmunt Haupt (1971), Stanisław Barańczak i Edward Stachura (1972), Ewa Lipska (1973), Edward Redliński (1974), Wojciech Karpiński, Julian Kornhauser i Adam Zagajewski (1975), Ryszard Krynicki (1976), Janusz Anderman i Anna Frajlich-Zając (1981), Stefan Chwin i Jan Polkowski (1983), Bronisław Maj (1984) Jerzy Jarzębski (1985), Tomasz Jastrun, Leszek Szaruga i Adam Michnik (1986), Paweł Huelle i Piotr Sommer (1988), Włodzimierz Bolecki i Jerzy Pilch (1989), Andrzej Bart i Marian Stala (1991), Marzanna Bogumiła Kielar i Artur Szlosarek (1993), Tadeusz Słobodzianek (1994), Magdalena Tulli i Andrzej Stasiuk (1995), Olga Tokarczuk i Andrzej Sosnowski (1997), Marcin Świetlicki (1996), Przemysław Czapliński i Jacek Podsiadło (1998), Adam Wiedemann (1999).

Więcej informacji o Nagrodzie Kościelskich - Fundacji im. Kościelskich, wcześniejszych laureatach - znajduje się na stronie www.koscielscy.pl.

Źródło: www.culture.pl

05.10.2011

wyłowione - Joanna Fligiel



Dlaczego "wyłowione"? Wiersze Joanny po raz pierwszy przeczytałam na jednym z portali literackich, a obecnie można je znaleźć w wydanej w 2011r książce pt. "Geny".

Bezsenność

chyba nie było cię nigdzie

kiedy nie było mnie nigdzie spałam
jesteś dobrym miejscem do zasypiania
poza tobą ojciec budzi mnie dyndaniem
za drzwiami gościnnego pokoju jednostajnie
jak wahadło starego zegara po nim albo rwanie
włosów

zebrałam wszystkie bezsny
kiwam się przed lustrem drewniana i łysa
jak ukradziony wieszak z kina Promyk.


Geny

Ojciec nigdy nie było dobrym alkoholikiem
ani samobójcą. Udało mu się jedno
i drugie, ale po wielu próbach.

Źle znosił życie. Bardziej nadawał się
na martwego. Kochałam go i nie
rozumiałam. Jolka twierdzi,

że jestem taka sama. Wściekam się,
bo cóż może wiedzieć ktoś, kto miał
z nami tylko wspólną klatkę schodową.


Wiersz dla synka

Tak nie staje się niewidzialnym, synku.
Wiem, też ściskałam mocno powieki,
a i tak wszedł księżyc. Teraz mieszka we mnie.

Najpierw boimy się tego, co za oknem,
potem tego, co w nas, lecz tylko
w ten sposób stajemy się dorośli.


Joanna Fligiel "Geny" - Nagroda Grand Prix w III OKP "O Granitową Strzałę"
Strzelin 20011

03.10.2011

melodia z wnętrza ryby - Justyna Krawiec "Chłód"





Po raz kolejny znalazłam się w kropce. Przyszedł moment pisania o wierszach, które znam od pierwszej do ostatniej literki; o wierszach, które i ja mogłabym napisać. Powtarzam się? Całkiem możliwe. Istnieje jednak nikła nadzieja na choćby odrobinę obiektywizmu, ponieważ kiedy wzięłam do ręki debiutancki tom Justyny, te (doskonale znane mi) wiersze objawiły się w zupełnie inny sposób, "od nowa". Nie wiem, czy to zasługa druku, białych kartek zapełnionych czarnymi literami, z których wyziera ... chłód?
Piotr Kuśmirek w blurbie napisał, że bohaterem tych wierszy jest smutek. Mogę się z tym zgodzić jedynie połowicznie. Dla mnie z tych wierszy wyziera przede wszystkim bezradność.
wchodzę w tłum wolno i przestaję się dziwić:
nie mam dokąd iść. nikt na mnie nie czeka.

(Rozpruta)
Bezradność w książce Justyny jest nie tyle stanem ducha, co momentami wręcz fizyczną dolegliwością, uniemożliwiającą jakąkolwiek egzystencję, jakiekolwiek funkcjonowanie w świecie. Podmiot liryczny tych wierszy: kobieta, czasem dziewczynka zostaje wciągnięta w bezlitosną machinę, która ją przeraża, a ten strach bierze się z niezrozumienia praw rządzących ową machiną, tak różnych od praw rządzących światem bohaterki wierszy. Siłą rzeczy musi nastąpić zderzenie obu rzeczywistości, a w konsekwencji wspomniana przeze mnie bezradność.
od dziś ciemniej, zginął świat dający się opowiedzieć.
(O stracie)
Jednak gdzieś w tym chaosie istnieje adresat większości tych wierszy. Być może to konkretny mężczyzna. Natomiast ustalenie, czy ów mężczyzna jest przyczyną czy skutkiem powstania owego chaosu - odnoszę wrażenie - autorka pozostawia czytelnikowi.
"Chłód" jest debiutem dojrzałym, to wiersze, które oswajają smutek. Co mnie najbardziej w nich urzeka? Przede wszystkim sposób narracji obrany przez Justynę, bezpośrednia relacja skierowana do konkretnej osoby. Nie do końca wiem, czy tą osobą jestem ja - czytelnik, czy jest nią wspomniany przeze mnie hipotetyczny mężczyzna, ale ta niepewność nie przeszkadza mi w odbiorze.
Wiersze z tomu "Chłód" to wiersze bardzo intymne, osobiste, pisane językiem prostym, jasnym i zrozumiałym. To przy pomocy takiego języka Justyna Krawiec konstruuje obrazy przejmujące chłodem, bo kto z nas choć raz nie odczuwał bezradności wobec świata? Bliżej nieokreślonego strachu przed rzeczywistością?
Ostatecznie wszyscy kręcimy się w kółko, a za nami świat.

Na nowo

od jutra będę mniej palić, wolniej jeździć.
mówić tak, by co drugie słowo nie było łatwą
do przewidzenia kurwą. obiecuję sobie głupoty,

których nie potrafię dotrzymać. w domu jest lustro.
już się w nim nie poznaję. nie poznaje mnie
Tom Waits, Iggy Pop, Zakk Wylde i Bowie.

załamały się poziomy, zeszkliła ślina. śpię pod śniegiem
i jestem pustą połówką orzecha włoskiego.

trzeba włożyć palec, by poczuć.


Druga strona

składam obietnice kotu. głaszczę czarny łeb, opowiadam,
że gdzieś indziej właśnie zmieniamy mieszkanie. teraz
możemy wszystko wyrzucić. kot z przyzwyczajenia liczy ze mną

kroki. tutaj rzeczy są obok, zaznaczone. znaki na meblach
mówią, że wszędzie płakaliśmy. w tej sytuacji może nam się uda
wejść razem do pudła na płyty. wystawieni za próg,

będziemy czekać, aż nas zgarną. na deszcz, na śnieg,
tam, gdzie chociaż jeden człowiek dotyka mojej twarzy
i wie.


Justyna Krawiec "Chłód" Biblioteka Arterii 2011

01.10.2011

NISZA KRYTYCZNOLITERACKA na Wywrocie




Na portalu www.wywrota.pl w ramach niszy krytycznoliterackiej, internauci oraz krytycy będą się w odcinkach zajmować moją skromną twórczością :)
Zapraszam do śledzenia tego procesu, mając nadzieję, że będzie interesująco i bezkompromisowo.

Wszystko pod adresem:

http://www.wywrota.pl/db/artykuly/19481_nisza_krytycznoliteracka_magdalena_galko.html

28.09.2011

DZIENNIK JAWNOGRZESZNICY 13





czyli jak się nie ma co się lubi, to się lubi, co się nie ma

Nie dalej, jak przedwczoraj trafiłam w serwisie www.niedoczytania.pl na cykl "Lutowanie wełny" powstały w wyniku "prośby" do kolegi poety Pułki Tomasza o cyt.: "cotygodniowe jebanie wiersza".
Kolega poeta Pułka nie precyzuje kto go poprosił, informuje za to, iż czyni to z przyjemnością. Oczywiście przyjemność zostaje jedynie po stronie kolegi poety Pułki oraz (zakładam) wspomnianego serwisu, gdyż w przypadku czytelnika, o przyjemności mowy być nie może. Sam cykl jest żenujący, język wywodów kolegi poety Pułki oraz tezy/teorie tam przedstawiane są najlepszym przykładem nieudolności w dyskusji okołopoetyckiej, bo nazwanie tego próbą krytycznoliteracką byłoby dużym nadużyciem.
Z iście gówniarską arogancją kolega poeta Pułka udowadnia czytelnikowi, iż nie ma pojęcia o czym pisze; że żałosne próby bycia kontrowersyjnym/prowokacyjnym są ... no właśnie jedynie żałosne, a całe przedsięwzięcie polega jedynie na wspomnianym, bezmyślnym "jebaniu" tych, którzy koledze poecie Pułce akurat wpadli w oko.
Nasuwa się pytanie: po co? Po co skądinąd nie najgorszy do tej pory serwis Niedoczytania.pl strzela sobie w ten sposób w stopę? Czyżby desperacja? Zabrakło chęci ze strony osób, które miałyby coś sensownego do powiedzenia i pozwala się na niemerytoryczne puszczanie bąków zadufanym w sobie gówniarzom?
Niedoczytania.pl określa się jako "pismo innego uczestnictwa w kulturze", którą to deklarację zaczynam rozumieć jako jego (uczestnictwa) odmianę bardziej buraczaną.
Całą tę żenującą akcję można podsumować powiedzeniem mojej śp. prababci Magdaleny (kobiety prostej, acz życiowo doświadczonej)" wpuść bambra do biura, to atrament wypije".

21.09.2011

SERYJNI POECI 9





Kolejne spotkanie z cyklu "Seryjni poeci"
27 września 2011r godz 19.00
"Sala Pod Zegarem" CK ZAMEK Poznań

17.09.2011

Arterie nr 10 i "Chłód" Justyny Krawiec




W środę 28 września o godzinie 18.00 w Śródmiejskim Forum Kultury – Dom Literatury przy ul. Roosvelta 17 w Łodzi (KAWIARNIA LITERACKO-MUZYCZNA) odbędzie się kolejna ŁÓDZKA PREMIERA LITERACKA.

W programie:

Spotkanie z Justyną Krawiec autorką książki Chłód (Nagroda Główna XVI Ogólnopolskiego Konkursu Poetyckiego im. Jacka Bierezina) oraz promocja 10. Kwartalnika Artystyczno-Literackiego „ARTERIE” z udziałem Macieja Meleckiego.

* Justyna Krawiec, ur. w 1988 r. Studiuje Kulturoznawstwo na Uniwersytecie Łódzkim. Publikowała w „Toposie”, „Protokole Kulturalnym”, „Arteriach”, „artPapierze” i „PKPzinie”. Konkurs im. J. Bierezina był pierwszym, w którym wzięła udział. Mieszka w Łodzi.

Promocja numeru 1(10) 2011 Kwartalnika Artystyczno-Literackiego „Arterie” („Nowe plemiona”):

W 10. numerze „Arterii” m.in.: rozmowy z Cezarym Grzesiukiem i zespołem Fonovel, wiersze Shermana Alexie, Ismaila Bala, proza Teresy Radziewicz, esej Karola Maliszewskiego, w galerii Paweł Kwiatkowski.


żródło: www.bialafbryka.blogspot.com

Nagroda Literacka NIKE - finaliści.




Justyna Bargielska "Obsoletki" (Czarne)

Joanna Bator "Chmurdalia" (W.A.B.)

Ignacy Karpowicz "Balladyny i romanse" (Wydawnictwo Literackie)

Sławomir Mrożek "Dziennik, tom 1, 1962-1969" (Wydawnictwo Literackie)

Wojciech Nowicki "Dno oka. Eseje o fotografii" (Czarne)

Marian Pilot "Pióropusz" (Wydawnictwo Literackie)

Andrzej Stasiuk "Dziennik pisany później" (Czarne)


Zwycięzcę poznamy 2 października 2011r.

Źródło: Gazeta Wyborcza

07.09.2011

trzydzieści trzy razy dwa

dla Wojtka (bo co więcej mogę?)

i znowu pan przychodzi, ile można
o tym pisać? albo myśleć, że to się nigdy
nie powtórzy? wycinanki z ciał, terminy,
które brzmią jak chińskie zaklęcia,

a ty się domyślaj, o co chodzi, skąd
wyrasta to, co w końcu trzeba będzie
uciąć – bezceremonialnie, trochę tak,
jak nużący dialog. jeszcze jesteśmy,

jeszcze nosimy swoje krzyże albo toczymy
kamienie - zależy z czym nam po drodze
i pod górkę. ona płacze, a ty nic nie możesz
zrobić. napiszesz wiersz, naiwnie wierząc,

że to w ogóle kogoś obchodzi.


MG

02.09.2011

łaciata

miała wypić brudzia, a ryczy
i przechyla jedną po drugiej
że niby jeszcze nie pełna
i nie gotowa. w gruncie rzeczy

nie wiadomo jak się zabrać, bo źle
złapiesz - nic nie popłynie,
a jeszcze kopnie gdzieś poniżej linii
przyzwoitości. za grosz w tym

sensu nie ma, ani logiki. wlazł
na płotek, a ta za nim i siedzi nadęta,
jak foliowy worek z "American Beauty"
i wypuszcza przejrzyste bańki.



znów dla Elki, w odpowiedzi na: http://www.elkaone.lipinscy.net/krowa-na-plocie/comment-page-1/#comment-441

:)
MG

31.08.2011

widok

dla Elki Lipińskiej

nie będzie żadnych strof o kobietach
po przejściach, jedna obok drugiej
biegną równomiernie i zakręcają
wraz z końcem ulicy. kończy się

lato lub raczej jego fragmenty,
prześwitujące jak nieznany pejzaż,
widoczny jedynie przez szczeliny
pomiędzy sztachetami. jedna na drugą

napierają, to znów odsuwają się od siebie
teraz już milczące, o spróchniałych ciałach,
potrafią wydać dźwięk, tylko wtedy,
gdy rozchylę je gwałtownie, by dostrzec więcej.

28.08.2011

kołysanka

gdzie jesteś dziewczynko? z ustami
zaciśniętymi w linijkę, w objęciach
obcych ramion przytomniejesz,
w uścisku chłodnych rąk. w którym miejscu
tego wiersza ukrywasz swoje dziwactwa?

kiedy zasypia, nie zapalając światła
wędrujesz po ścianach, cudzych snach.
co noc teatr cieni, gdzie palce
prawej dłoni pożerają wszystko,
co stanie na drodze: wilgotne szczeliny,

gorące jak lawa strużki na ciele. palce
prawej dłoni na powiekach, ciężkie
jak monety. pamiętasz jeszcze zapach
mokrego metalu? srebra na palcach prawej dłoni,
gdy zakołysze - zbudzisz się z krzykiem.


MG

11.08.2011

DZIENNIK JAWNOGRZESZNICY 12



czyli: "a kto czytał, ten trąba"?

Marudziłam już o czytaniu, teraz czas na nie(do)czytanie.
W najnowszym numerze "Polityki" (nr 33 10-16.08.2011) zafrapował mnie artykuł Justyny Sobolewskiej o rankingu książek najbardziej nieprzeczytanych.
Swoje literackie "grzechy" wyznają m.in. Stefan Chwin, Inga Iwasiów i Paweł Dunin - Wąsowicz. Z ulgą stwierdziłam, że nie tylko ja nie przebrnęłam przez "Ulissesa" czy "W poszukiwaniu straconego czasu" - znalazłam się w całkiem dobrym towarzystwie.
Wyznam, że moje czytelnicze zaległości są dość znaczne, bo przecież kobieta pracująca (nadmiernie) zwyczajnie nie ma czasu na delektowanie się nadmiarem lektur,a potem tu i ówdzie wychodzi, że większość już to, czy tamto czytała, a ja oczywiście nie.
Zdarzało się, że czułam się nieco "zapóźniona" ale koniec z tym! :) Bardzo podobają mi się słowa Oskara Wilde'a: "Nigdy nie czytam książki, o której mam napisać. Tak łatwo się zasugerować". Teraz już wiem, skąd wziął się wśród naszych kolegów na jednym z wiodących portali literackich zwyczaj zapalczywego dyskutowania o czymś, czego się nie przeczytało :)

Stefan Chwin: Generalnie nikt nie przeczytał tego, co powinien przeczytać. Jest to mój stały wyrzut sumienia. Ale połknąć ocean? Czy to w ogóle możliwe?

Jerzy Pilch: W latach 80. na polonistyce założyliśmy Koło Prawdziwych Znawców Literatury. Członkiem mógł zostać ten, kto udowodnił, że nie przeczytał pięciu ważnych książek z kanonu. Próbował się do nas dostać prof. Marian Stala i w mękach wyznał, że nie przeczytał w całości "Józefa i jego braci" Manna, którego ja też nie czytałem. To było jednak za mało i nie przyjęliśmy go.

Inga Iwasiów: Nie przeczytałam Jacka Londona, Twaina, Dostojewskiego, Sorena. Kirkegaarda, Plutarch, Ibsena. Potem niektóre z tych lektur uzupełniałam, ale bez przyjemności, prawdopodobnie wydawało mi się, że ktoś patrzy mi przez ramię,przepytuje z treści, jak to miała w zwyczaju córka sąsiadów.

Czas na wyznanie publiczne: nie przeczytałam
"Ulissesa" Joyce'a - owszem miałam dwa podejścia, ale książka mnie pokonała.
"W poszukiwaniu straconego czasu" Prousta - tu podejście było jedno, wystarczyło, by mnie skutecznie odstraszyć.
"Czarodziejskiej góry" Manna - nawet nie próbowałam.
"Nagiego lunchu" Williama S. Burroughsa - dobrnęłam do połowy i porzuciłam sponiewierana psychicznie.
"Drogi przez mękę" Tołstoja - w moim rodzinnym domu była w trzech tomach, odpadłam po pierwszym.
Dodatkowo odrzucał mnie Putrament i nieznośnie męczył Witkacy.

Więcej grzechów nie pamiętam.
A teraz Wy, moi drodzy :) Kto pierwszy? :)


cytaty pochodzą z artykułu Justyny Sobolewskiej Polityka nr 33

09.08.2011

ŁUKASZ JAROSZ - "Spoza"




Miałam ambitny plan napisania czegoś w rodzaju recenzji, ale po raz kolejny okazało się, że wobec poezji Łukasza jestem bezsilna. To specyficzny rodzaj bezsilności, ponieważ ta poezja wciąga mnie "z butami" i nie odpuszcza.
Poza tym w posłowiu do najnowszego tomu Łukasza pt.:"Spoza" Roman Honet napisał właściwie to, co i ja mogłabym napisać, o rzetelności poetyckiego przekazu, o poecie piszącym "względem siebie, a nie względem popularności tej, czy tamtej dykcji, tematyki słowem - konfekcji kulturowej, narzucanej przez czas. Zresztą przez ten czas niweczonej" (R. Honet).
Łukasz Jarosz konsekwentnie buduje swój własny świat, w który ja, jako czytelnik wierzę
bezwarunkowo. W tomie znalazły się wiersze, które nie zostały zamieszczone w poprzednich książkach, ale wbrew pozorom nie jest to "zbieranina"; ta książka dobitnie udowadnia, że Jarosz dysponuje własnym,niezależnym głosem. Głosem, którego osobiście mogę słuchać bez końca.

* * *

Będziesz tak odchodzić całe życie.
Na fotografii tulę cię. W tle kominy elektrowni.
Dziś przechodziłem obok autostrady,
Długie ślady hamowania, połamany plastik.
Wokół drobinki szkła.


* * *

większość rzeczy robię machinalnie
bez zastanowienia
otwieranie drzwi
karmienie psa

drogi często prowadzą przez las
w końcu krzyżują się we mnie
gdy nad kałużą dostrzegam
prawie niedosłyszalny ruch planety

gdy woda powtarza
popołudniowe światło
gdy mnie powtarza


Rezerwat


Przytuliłem małe włochate
zwierzątko które wepchnęli mi
pod sweter. Zamykając oczy
widziałem słońce w szybach
wagonów migające drzewa.

Do wszystkiego się przyznałem.


Tren

Poeta jest w sobie najdalej.
Ssie drzazgę. Połyka ogromny puchowy kwiat.
Chce widzieć świat jak olbrzymi dom.
Jak ocean. Jabłko.

W sobie najdalej. Słowa co za niego
myślą. Niesłyszalny fałsz
w chórze śpiewających.

Pisać i wciąż zaprzeczać.
Przekreślać postawione zdania.
Zabijać napisane.



Łukasz Jarosz "Spoza (wiersze 1999 - 2010)" Starostwo Powiatowe w Olkuszu i Galeria Literacka przy GSW BWA w Olkuszu.

29.07.2011

DZIENNIK JAWNOGRZESZNICY 11




czyli "nie bądź pan rura i nie pękaj pan"

Odnoszę wrażenie, że ostatnio nasze społeczeństwo koniecznie chce udowodnić, ze coś czyta (coś, poza rachunkami z supermarketu i ulotkami od leków).
Na portalu społecznościowym Facebook zaroiło się od grup w stylu "Ustąp miejsca czytającemu", "Czytam, bo lubię" itp.
Z ostatnich badań opinii publicznej wyłonił się nam obraz społeczeństwa wtórnych analfabetów, społeczeństwa, które książek do ręki nie bierze, no chyba, ze już naprawdę musi. Chwalebne zatem jest wprowadzenie mody na czytanie, pytanie tylko co tak naprawdę z tego wynika?
Z racji nie posiadania prawa jazdy, jestem zmuszona do korzystania ze środków komunikacji miejskiej. Obserwuję z radością zwiększającą się liczbę pasażerów z nosami w książkach. jeszcze na razie nie przewyższają populacji ze słuchawkami w uszach, ale powoli robią konkurencję. Sama zaliczam się do tych pierwszych, więc tym bardziej cieszę się, że nie jestem osamotniona :)
Przed dwoma dniami byłam nawet świadkiem takiej oto sceny w tramwaju linii nr 13 ze Starołęki na Junikowo. Otóż siedzę sobie zatopiona w przygodach Geralta z Rivii, gdy nagle na przystanku na Rondzie Kaponiera wsiada słusznej postury gość z równie słusznych rozmiarów torbą (oraz imponującą długością włosów związanych praktycznie w tzw. kitę) i witając się wylewnie z siedząca za mną niewiastą (wywnioskowałam ze stopnia wylewności, iż to jego partnerka życiowa) konstatuje: Ufff zdążyłem na szczęście wszystko załatwić.
Niewiasta tonem, w którym pobrzmiewało zadowolenie pyta: Byłeś w biurze podróży? i jak?! Na to gość nieco zmieszany: byłem w księgarni, no wiesz udało mi się wreszcie kupić tę książkę, tę, o której Ci mówiłem.
Po czym wyjmuje z torby opasłe tomisko i z zachwyconą miną prezentuje swojej bogdance. Oczywiście w tym momencie toczący się dialog stał się dla mnie bardziej zajmujący, niż próba uratowania Yennefer przed dżinem, porzuciłam więc lekturę i nasłuchuję, co będzie dalej.
Jak to nie byłeś w biurze?! Przecież się umawialiśmy! Mamy mało czasu, miałeś spytać o tę ofertę, przecież mamy jechać za tydzień, a ty mi tu z jakąś ksiązką! - kobitka, nieco już zirytowana, nie raczyła zdaje się nawet spojrzeć na tomiszcze.
Dalsza podróż upłynęła pod znakiem wyrzutów, jaki to on jest nieodpowiedzialny, ze go nie interesują ich wspólne plany, że co teraz będzie z wakacjami skoro on zamiast zająć się poważnymi sprawami gania za jakąś książką itd itp.
Miałam ochotę odwrócić się do babiny i zrugać ją niemożliwie oraz uświadomić, iż posiadanie faceta, który czyta, który kupuje książki, który w dodatku jeszcze się tym (używając języka młodzieży) "jara", to wygrany los na loterii, a ta tu jeszcze fochy stroi! Zamiast tego uśmiechnęłam się porozumiewawczo do faceta i tyle.
Czymże jest upragniona, zdobyta z wielkim trudem książka w porównaniu z Last Minute w Grecji, Turcji, czy diabli wiedzą gdzie? No właśnie, czym?
Może nie tędy droga? Nie w "cała Polska czyta dzieciom" tylko np w bilboardzie "czytanie jest trendy!"?
Nie wiem, jestem tylko skromnym molem książkowym, który każdą wolną chwilę wykorzystuje na czytanie i ... dobrze mi z tym :)

28.07.2011

JAKUB SAJKOWSKI - Toca




mogą się zanurzyć, dotykać
do woli, wyławiać ze środka
egzotyczne istoty

MG, „Kobieta –ocean”



Śniłem różowy balonik i wiecznie pijanego chłopca.
Siedział na plaży i wpatrywał się w niego tak długo,
aż wszystkie dziewczynki zdążyły wyrosnąć, balonik pękł
i opadł na piasek. Tak długo, aż morze pękło i osadziło się

wraz z planktonem na twoich piersiach. Zupełnie niewidoczni
są ci wszyscy twoi chłopcy, tacy śmieszni i mikroskopijni,
dlatego pewnie zostaną tu na dłużej.

Ja razem z nimi. Pierwsza pomoc, czyli trzymać świat w garści,
zmusić do mówienia. Morze wypluwa

wszystkie rośliny podwodne,
sklejone w jedno, jak miniatura rafy koralowej, lniane płótno
używane w torturach wodnych. Czekam, aż je ode mnie zabierzesz,

powiesz: łapy precz od moich cycków.

26.07.2011

POGRANICZA nr 3




Ukazał się właśnie nowy numer dwumiesięcznika kulturalnego Pogranicza, a w nim m.in. trzy moje wiersze. Jeden porządny, dedykowany mojej babci i dwa mniej porządne, za to dość mroczne :)

Godna uwagi recenzja "Saturna" Jacka Dehnela pióra Wojciecha Rusinka
i nie tylko.


Zapraszam do lektury.

Więcej na:
http://www.pogranicza.pl/numer-biezacy,204.html

24.07.2011

We only said goodbye with words




23 lipca 2011r w wieku 27 lat zmarła Amy Winehouse, jeden z najpiękniejszych i najprawdziwszych głosów, jakie słyszałam w życiu.
Żal, gdy odchodzi człowiek, jeszcze większy żal - gdy odchodzi prawdziwy talent.



12.07.2011

OLGERD DZIECHCIARZ



Oddzielenie

zważyła w jednej ręce
i w drugiej

to chyba było tyle
ile trzeba

mniejsze zło
oddzielone od większego.

XI 2008



Ukrycie

Dobrze ukryłem to co ukrycia wymagało
gdybym nie ukrył to bym odkrył

usta pomazane krwią ości w podniebieniu
wielki głaz wystaje z wody i wstydzi się

2008



Spacer

bez celu aby tylko iść
nieistotna pogoda
radioaktywne odpady czy
siąpiący deszcz

za zakrętem śmierć
da ci ciężką reklamówkę

zajrzyj do środka

2008


z tomu "mniej niż zło" Mamiko 2011

BOHDAN ZADURA

wożą wożą generała

będą wozić generała po Krakowie,
jak powożą, no to może coś im powie.
z sarkofagu wyjmą trumnę, z trumny truchło,
nie był święty, więc to truchło musi cuchnąć.

choć premierem był, to nie jest taki głupi,
kawalkada jedzie blisko Montellupich,
towarzyszy jej z wysoka wciąż kamera,
przekaz mamy teraz wprost z helikoptera.

czeka zakład medycyny go sądowej,
lecz więzienie pozostało w jego głowie
w tym, co z głowy jego teraz pozostało,
niech kość powie, czego już nie powie ciało.

co tam było? co tam było w Gibraltarze?
potylicę może, żebro niech pokaże?
niech wyśpiewa, co przemilczeć kazał Churchil,
niech opowie całą prawdę o swej śmierci.

a jak nawet już nie zdoła słowa pisnąć,
to z bakterii da się może coś wycisnąć,
albo z grzybów, albo z innej mikroflory,
one muszą coś pamiętać do tej pory.

one wiedzą, że Kreml jego nie mógł kochać,
że był zamach, a nie zwykła katastrofa,
więc niech dadzą jakiś dowód wreszcie na to,
że już nie żył, gdy startował Liberator,

że go wcześniej zastrzelili lub otruli,
powiesili, udusili lub zakłuli,
niechaj naród wie, że będzie trwać w niewoli
nim go prawda ekshumacji nie wyzwoli.

żaden lampas w jego trumnie się nie złoci,
pochowali go w bieliźnie skąpi Szkoci,
jak szynelem owinęli pledem starym,
krawcy nowy mundur szyją mu na miarę.

generalską szyją bluzę, szyją spodnie,
wódz naczelny, więc go trzeba ubrać godnie.
jego śmierć o pomstę będzie wiecznie wołać,
może wojsko przykład wzięłoby z kościoła

i pocięło na plasterki jego kostki?
a mnie znudził już ten wiersz Rymkiewiczowski.
choć jest miara, nie ma miary, wszystko chore,
czas najwyższy rozwieść się z telewizorem.

07.07.2011

PORTISHEAD - Malta Festival Poznań 06.07.2011r



W ramach Festiwalu Malta, wczoraj nad jeziorem Malta w Poznaniu, po ponad trzyletniej przerwie w koncertowaniu, pierwszy i jedyny jak dotąd raz w Polsce zagrali Portishead.
Fanom tej grupy przedstawiać nie trzeba, dla tych, którzy jeszcze nie znają:
http://pl.wikipedia.org/wiki/Portishead_(grupa_muzyczna).



Z pewnymi obawami oczekiwałam tego koncertu zastanawiając się, jak w plenerze poradzi sobie grupa, której muzyka kojarzona jest raczej z małymi klubowymi salami.
Moje obawy okazały się zbyteczne, brzmieli fantastycznie, Beth Gibbons śpiewała wręcz
z chirurgiczną precyzją i z właściwą sobie pasją. Ta obdarzona niewiarygodną charyzmą i fenomenalnym głosem wokalistka zagarnęła i zaczarowała całą publiczność.
Dla mnie wysłuchanie na żywo takich utworów jak: "Glory box","Roads","Sour Times" czy genialnie zaśpiewanego "Wandering star" było ogromnym przeżyciem zwłaszcza, że muzyka Portishead towarzyszy mi od bardzo wielu lat.
Jeżeli kiedykolwiek jeszcze będę miała okazję obejrzeć koncert Portishead (czego wszystkim życzę), na pewno z tego nie zrezygnuję,

24.06.2011

KWARTALNIK LITERACKO - ARTYSTYCZNY "SZAFA"



w numerze m.in.

POEZJA:

Łukasz Bernady, Iza Drzewiecka, Izabela Fietkiewicz-Paszek, Magda Gałkowska, Karol Graczyk, Jarosław Jabrzemski, Beata Patrycja Klary, Krzysztof Kleszcz, Karol Maliszewski, Anna Kalina Modrakis, Jacek Musiał, Krzysztof Niewrzęda, Marek Radecki, Jakub Sajkowski, Anna Świderska, Michał Szulczewski, Rafał Wierzbicki, Jakub Schönhof-Wilkans

PROZA:

Anna Domaszewska, Jacek Durski, Arkadiusz Frania, Justyna Gajek, Monika Hola, Sławomir Majewski, Michał Mazur, Wojciech Ostrowski, Mirosław Pisarkiewicz, Joanna Plesnar, Małgorzata Południak, Wojciech Radoch, Robert Rusik, Stanisław Serafin, Tomasz Sobieraj, Patryk Suchcicki, Anna Maria Zielonka

ESEJ; FELIETON:

Małgorzata Południak "Gorczycki – Chełmno – miłość od pierwszego wejrzenia"
Klaudia Raczek - "iPoJac - inne oblicze Jacka Podsiadły"
Mirosław Raniszewski "Obywatel Kultury Drugiej Kategorii"
Teresa Rudowicz - Relacja ze spotkania Miosławia
Dorta Ryst - Relacja ze spotkania z Magdą Gałkowską


KRYTYKA LITERACKA:

Marzena Baran-Radwańska "Czas... O pisarstwie Jana Parandowskiego"
Paweł Brzeżek "Cyrk osobliwości (w twórczości Grzegorza Kwiatkowskiego)", "Tête à tête - "Kryzys" Małgorzaty Południak"
Marek Czuku "Liryka Marii Bartusówny", "Poetycka magia podróży"
Izabela Fietkiewicz-Paszek - Teresa Rudowicz "Oni. Wiersze z pamięci"
Anna Milewska - Ameryka w dobie kryzysu na podstawie Gron Gniewu Johna Steinbecka
Małgorzata Południak "Second life"
Teresa Rudowcz "Teresa Radziewicz Sonia", "O wierszu Aleksandry Słowik"
Jurata Bogna-Serafińska - "Księga aforyzmów – księga mądrości "
Cezary Sikorski "Maciej Woltman - O rozdzielaniu", "Jest horyzont, za nim jest dotkliwsze..."
Jan Siwmir "Horyzonty Wyobraźni 2010 Antologia fantastyczno - kryminalna QFANTU"
Dorota Szumilas - Po drugiej stronie sieci
Bogdan Zdanowicz - O czterech wierszach Izabeli Fietkiewicz-Paszek


Wywiad:

Marek Doskocz - z Tomaszem Białkowskim
Marek Doskocz - z Mirosławem Gabrysiem
Małgorzata Południak - z Leszkiem Żulińskim
Małgorzata Południak - z I.Fietkiewicz-Paszek
Aleksandra Szramek - z Tomaszem Różyckim


http://szafa.prezentacje.pl/

ZAPRASZAMY!

19.06.2011

EDWARD BALCERZAN



Niebo (II)

przelatują nade mną chmury wypłowiałe
o twarzach helikopterów

ukochałem niebo i jeżeli o świcie
kiedy natura rozjaśnia paletę
                                      zobaczycie
samotnego człowieka jak bezskutecznie
trzepoce rękami
nie śmiejcie się że nie jest ptakiem
śmigłowcem że nie może ulecieć w niebo
to ja
wykonuję gimnastykę poranną

wrzesień 1956


Scena obrotowa

poeta zjawił się w lepkim od świec
powietrzu trącanych palcami plamek
i nagle pocięty w pionowe plasterki
rozkleił się w pejzaż na czwartą ścianę

oklaski spadały pod krzesła ktoś wszedł
i mydłem szorował zbyteczne tapety
kobiety wkładały do książek jak liście
zerwane z podłogi paznokcie poety

luty 1957


Edward Balcerzan "Wiersze niewszystkie" Instytut Mikołowski Mikołów 2009

18.06.2011

szaleństwo


fot. Romka Gałkowska

po naszej lewej stronie tykają bomby
miarowo i równomiernie rozłożone drgania
przebiegają planowo jak linia metra
są ledwo wyczuwalne pod powierzchnią

brudne myśli trzeba prać jak pieniądze
na miejskich targowiskach wciskać do rąk
przechodniów którzy nie biorą trzeba zabić
ich tykające nierówno ciała zakłócają

ten rytm którym tętnią arterie ulic
rozsadzi nas niedługo jak odnóżki roślin
po witrynach wystawach ogrodach botanicznych
zakwitniemy kiedy wszystko eksploduje

marzec 2009r

MG